Przejdź do głównej zawartości

Paschalna płodność.

Światłość prawdziwa wydobyła się z najgłębszego mroku. I to jest nadzieją dla mnie, dla Ciebie. Nie ma już takiej sytuacji, która byłaby beznadziejna. Nie ma winy, która okazałaby się zbyt ciężka. Chrystus zajaśniał z ciemności-wyszedł, wydobył się z niej podnosząc największych zbrodniarzy za rękę…Jeśli tylko zaznaczyli odrzwia swego serca krwią baranka-skruchą serca i miłością do Ukrzyżowanego.

Zadziwiające to, że Miłosierdzie Jego nie zna granic, wystarczy Mu mały gest ze strony grzesznika. Tyle razy doświadczam tego Miłosierdzia w sakramencie pokuty…Tu nie ma różnicy między moimi grzechami a tymi, które popełnił Łotr z krzyża. Miłosierdzie nie rozgranicza-wylewa się na wszystkich tak samo. Bo nie ma różnicy, kategorii grzechów-i tak konsekwencją każdego z nich jest Ukrzyżowanie największej Miłości.

Dlatego wszyscy stajemy dziś na dnie Morza Czerwonego, idziemy suchą nogą…Nikt nas nie pyta o ciężar popełnionych uprzednio win. Morze otwiera się dla nas wszystkich jednakowo. A jednak każdy doświadcza tego otwarcia na sposób wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny.
Światło, które zalewa dziś moją ciemność, światło zalewające ciemność Jezusowego grobu, ono dotyka głębi mojego serca, zalewa sobą najskrytsze zakamarki, dosięga miejsc najbardziej stęchłych, wilgotnych - niemiłych, osusza…ociepla.

Światło daje życie – bez niego nic by nie rosło, nic nie rozwijało się. On przeto-zabity a żywy Baranek ożywił w nas wszystko, zapłodnił nowym życiem, jak pszczoła przyszły owoc. Wosk z którego powstał paschał to efekt uboczny tej płodności…Jakby nadmiar Miłości. Bo jak inaczej nazwać cud Wcielenia Bożego Syna i śmierci za nas na Krzyżu…

Paschalny Jezu-wylewający z siebie jak wosk gorącą Miłość Miłosierną …Witaj!

Komentarze

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…