Przejdź do głównej zawartości

Kim?

Tożsamość człowieka uwidacznia się w jego czynach. Co robię, jak robię i dlaczego wydaje świadectwo o tym kim jestem. Z moich czynów można odczytać wiele o mnie…

Rzeczywiście…człowiek wyraża siebie w dziełach swoich rąk. U podstaw widzę, że człowiek zdolny jest do dobrego czynu, to tworzenia. Ten instynkt tworzenia jest natomiast dowodem na chęć pozostawienia siebie w czymś, w jakimś dziele rąk. Człowiek jako jedyne ze stworzeń, chce się zostawić w czymś, pragnie swoje życie oddać w dziele. Jak malarz, pragnie oddać pejzaż w płótnie, tak i my, chcemy to kim jesteśmy oddać, na jakimś płótnie dzieła naszych rąk.

Oddawanie życia w czymś jawi mi się jako coś szlachetnego, a jednak bywa, że chcąc żyć w dziełach naszych rąk, dopuszczamy się podstępu, intryg, brudnych gier. Można spalić Rzym, by napisać poemat-to czyn mający na celu uwiecznienie własnego istnienia. Więc cena za przetrwanie na kartach historii bywa nie raz tak bardzo tragiczna…

W tym bowiem jakie rzeczy robię, dlaczego i w jaki sposób ujawnia się moja tożsamość- to kim tak naprawdę jestem, co zrobiłam z moim charakterem.

Jezus cały jest obrazem Ojca. Powiedział On : „dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał”( J 5,36). Dzieła, które czynimy, świadczą o nas. Nie chodzi tu nawet o „dzieła”, bo te kojarzą się z czymś wielkim, wybitnym, niezwykłym. Chodzi o nasze czyny, o to jak żyjemy na co dzień, jak podchodzimy do spraw najprostszych, najbardziej błahych.

W każdym najprostszym czynie działa zasada „od środka ku światu”. Wysyłamy w świat to, co mamy w środku nas samych. Dusza żyje w jakimś konkretnym standardzie, kieruje się określoną hierarchią wartości, karmi się przez wzrok, słuch, dotyk, powonienie, smak. Tak! Zmysły dostarczają informacje do naszej duszy, układają mozaikę tego kim jesteśmy.

Niektórzy mówią: „jesteś tym co jesz”- to głęboka prawda. Świat zewnętrzny jest jak rzutnik, który projektuje na nasze wnętrze określony styl życia. Znaczy to, że życie w chaosie, bałaganie, w pogoni za przyjemnościami projektuje w nas to wszystko. Z wnętrza zaś, z tego chaosu cóż można dobrego wyrazić w czynie?

To właśnie dlatego potrzebna jest nam powściągliwość w zmysłach. Uporządkowana dusza, która syci się tym, co wybrała za wartościowe ukaże tożsamość swą w pięknym czynie.


W głębinach naszych dusz nosimy wszakże najwyższe szczęście: zamieszkującego je samego Boga. On jest tym, który sprawia, że nosimy w sobie obraz i podobieństwo do samego Boga. Dbajmy o przestrzeń dla Niego w nas, by czyny nasze mogły świadczyć o NIM.

Komentarze

  1. "Dusza żyje w jakimś konkretnym standardzie" - w standardzie podmiotowym i na wolności...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fot. "Tylko człowiek samotny może kochać" - zastanawiające...?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tylko miłość mnoży się przez dzielenie" - wygląda na to, że miłość z samotnością koresponduje...

      Usuń
  3. "Świat zewnętrzny jest jak rzutnik, który projektuje na nasze wnętrze określony styl życia." - chyba można się temu procesowi oprzeć i samemu projektować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jonaszu...człowiek jest decyzyjny- masz rację. Ale trzeba rozeznawać, by decydować słusznie.Nie zawsze rozeznajemy...przyznaj...

      Usuń
    2. Przyznaję, czasem bywa, że spontanicznie coś zbroimy...

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. S.Hiacynto - tak, człowiek jest intencjonalny, gdy rozeznaje i decyduje, jednak co do słuszności, to bym się wstrzymał, bo rzeczywistość często płata nam figla i odwraca w czasie wektory tego, co słuszne bądź nie. I tak, to co dzisiaj jest skandalem, jutro może być "szczęśliwą winą"...

      Usuń
  4. Jeśli zaś o spontaniczność idzie, to z nią jest o tyle ciekawa sprawa, że pokazuje nam rzeczy, które dotychczas były "za zasłoną". Dlatego myślę, że od cenzurowania własnych i cudzych zachowań bardziej twórcza jest samoobserwacja, ponieważ w pierwszym przypadku grozi nam oschły perfekcjonizm, natomiast w drugim ocalić może rosa wyrozumiałości...dla siebie i innych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze jedna nutka komentarza: https://www.youtube.com/watch?v=__xyzDHZdLc

    OdpowiedzUsuń
  6. Kim jestem teraz? Nikim!, a więc potrzebuję Tego, który Jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) mała poprawka; zamiast "nikim" lepiej chyba zabrzmi "jestem niczym".

      Usuń
    2. "Do trzech razy sztuka" :-) Jestem niczym, a więc potrzebuję Tego, który Jest wszystkim!!!

      Usuń
    3. Jestem niczym, a więc potrzebuję Tego, który Jest Osobą, bez Niego nic nie mogę uczynić, tzn. nie mam prawdziwej tożsamości. To się chyba nazywa ewolucja światopoglądu religijnego?

      Usuń
    4. Dodam, że jest to Osoba w Trójcy, poprzez którą człowiek otwiera się na tajemnicę nieskończoności i świętości Niewysłowionego...

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.