Przejdź do głównej zawartości

Pustka.

Mocno porusza mnie odkrycie mojej pustki. Doświadczenie to jest niczym mocne światło- światło dojmująco mocne. Tak, że powieka naturalnie wzbrania się, przed jego naporem kurcząc się i zamykając dostęp oku, które odczuwa wówczas specyficzny rodzaj bólu…

Światło które odkryło moją pustkę, traktuję jak cichego włamywacza, znienacka nachodzącego czyjś dom. Bo niby o nie  prosiłam, ale gdy przyszło stało się bardzo zaskakujące.
Dziękuję tylko, że Bóg wymyślił sobie że będzie zakochany w miejscach pustych, na wygnaniach i w nicości.

Święty Paweł powiedział, że więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu (Por. Dz.Ap 20). Dawać…co to tak naprawdę oznacza? Najprościej byłoby powiedzieć, że chodzi o dzielenie się majątkiem z biednymi i o robienie prezentów przyjaciołom z okazji urodzin, imienin itp. W tym rodzaju dawania czai się jednak pewien rodzaj interesowności.

Ja zobaczyłam, że Pan chce, bym dawała nie materialnie. Z początku myślałam, że nie bardzo mam co dać, aż w końcu przyszło owo wyżej wymienione światło i pokazało mi…Paradoksalnie, pokazało mi pustkę, którą mam ofiarować.

Zobaczyłam, że codziennie mogę dać bardzo wiele i to tym, którzy są najbliżej mnie, tym, którym dawać najtrudniej. Mogę obdarzać pokorą i miłosierdziem, mogę codziennie rezygnować z ambicji, która każe mi bronić własne „ja”, przed np. zniesławieniem. Nie muszę reagować obruszeniem na to, że ktoś(może nieelegancko) wytknie mi mój błąd. Co więcej, mogę przyjąć krytykę, która jest nieuzasadniona w milczeniu i w nastawianiu miłosiernej miłości.

Tak naprawdę, bardzo wielkim trudem jest dla mnie zapieranie się siebie właśnie w deseniu o jakim powyżej. Widzę też, że kultura w której wyrosłam nauczyła mnie bardziej walczyć o swoje, aniżeli zapierać się siebie. Psychologia wmówiła, że nie można robić z siebie „ofiary losu”. Lecz…to dotykające mnie i zadające specyficzny rodzaj bólu światło upewniło mnie, że droga uczennicy Jezusa jest inna.


Łatwo pisać na obrazku z wieczystych ślubów teksty o wydaniu życia za innych. Ale gdy przychodzi konfrontacja z życiem, wychodzi, że zamiast dawać życie zachowuję je często dla siebie. I nie chodzi właśnie o wyrzeczenia w wielkich rzeczach ale o wyrzeczenia się siebie poprzez umiejętność przyjęcia z miłosierdziem upokorzenia. Bo to jest bardzo konkretny rodzaj oddawania życia za kogoś drugiego.

Komentarze

  1. Tak! "Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste"(Łk 11,41)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! "Pan Bóg czyni zawsze coś z niczego", a więc potrzebuje pustki i choć wydaje się to niepojęte to wiara podpowiada, że pustostany i wygnańcy to Jego ulubieńcy, materiał twórczy, glina, nicość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Z mojej pustki narodziło się coś, czego nie mam odwagi dotknąć. Miłość..." (Antonin Artaud)

      Usuń
  3. Bardzo, bardzo proszę Siostrę i wszystkich Czytelników bloga o modlitwę za mnie i za mojego męża. Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak! "Słowem kluczowym jest wyrażanie. Ci, którzy potrafią wyrażać poruszenia swego wewnętrznego życia, nazywać je, przestają być ofiarami samych siebie, lecz są zdolni powoli i konsekwentnie usuwać przeszkody, które nie pozwalają wejść Duchowi. Potrafią tworzyć przestrzeń dla Ducha, którego serce jest większe niż ich serce; którego oczy widzą więcej niż ich oczy; i którego dłonie mogą uzdrawiać bardziej niż ich dłonie." (Henri J.M. Nouwen "Zraniony uzdrowiciel")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Świadomość osamotnienia to dar; trzeba go chronić i strzec, gdyż objawia nam wewnętrzną pustkę. Ta pustka źle rozumiana bywa niszcząca, lecz w przypadku tych, którzy potrafią znosić jej słodki ból, jest pełna obietnic." (j/w str. 132)

      Usuń
  5. A ja sobie nieraz zadaję pytanie, co zostanie jak "odsunę" na bok pracę, hobby, internety i facebuki, bloga (i wszystko inne, co stanowi tzw. otoczkę), i spojrzę w głąb siebie, w poszukiwaniu tego, kim NAPRAWDĘ jestem. Co przesądza o tym, że jestem sobą? Co definiuje mnie jako Martuhę? Co jest tą taką moją indywidualną specyfikacją/płytą główną/procesorem (innych pojęć technicznych nie znam :) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest Twoją "indywidualną specyfikacją"? Obawiam się, że nie ma niczego takiego, istniejemy tylko w relacji, dlatego tak ważne jest odnaleźć siebie w Drugim, w Innym, w Bogu :)

      Usuń
  6. Dwie "perełki" na Zielone Świątki :)

    "Czło­wieka (...) nie można do końca zro­zu­mieć bez Chry­stusa. A ra­czej: czło­wiek nie może sie­bie sam do końca zro­zu­mieć bez Chry­stusa." - Jan Paweł II War­szawa, 1979 r.

    "Moją wielkością jest być niczym, by Jezus mógł być we mnie Sobą." - Matka Paula Zofia Tajber

    OdpowiedzUsuń
  7. https://www.youtube.com/watch?v=q4cHDwoZSUU

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.