Przejdź do głównej zawartości

Lelum - polelum.

Wspinam się na skalne bryły Koryntu, widzę z nich archipelag rozrzuconych dookoła wysp i wysepek-Spartę, Ateny i na odległym brzegu-nieco rozmyty Efez i Milet.  To miasto wielu kultur i środowisk, miasto niewolników i bogaczy. W dużej mierze ci bogaci to dawni rzymscy żołnierze, którzy tu, w tym małym „raju” kończą swój żywot wśród rozkoszy tego świata. Jest tu też grupa żydów i garstka chrześcijan. Jest  I w naszej ery, czyli po Chrystusie.

Miasto to zdaje mi się być bardzo swawolne, jego mieszkańcy nie stronią od ziemskich uciech, a o jego córach mówi się z ironią. Mimo wszystko koryntianie, jak na mieszkańców półwyspu Peloponez przystało są chciwi wiedzy i ludzkiej mądrości. Bardzo szybko zmieniają też zdanie na temat różnych  co rusz to przybywających do nich mentorów.

Wśród nich pojawia się Paweł – żyd, z rzymskim obywatelstwem i świetną znajomością greki. Mówi o jakimś Jezusie, który powstał z martwych. Platończycy na te słowa przekręcają oczyma, wszak ciało to dla nich więzienie duszy, nie dostrzegają jego godności. Paweł mówi, że Jezus zmartwychwstał w ciele…ale nie tylko to. Mówi im słowa z mocą i z duchem.

Widzę tego Pawła choć moja refleksja jak wehikuł czasu przeniosła mnie o 2000 lat wstecz. Tak żywo go widzę i aktualność jego słów-słów z mocą.
Mówi, że nie głosi „mądrości tego świata” lecz tylko Chrystusa i to ukrzyżowanego. To rozróżnienie między światem a krzyżem Chrystusa wyrasta jak ziarno z jego nauki, widzę jak rozrasta się w wielki krzew.

Koryntianie, tak bardzo do nas podobni-równie rozpustni i uważający się za mądrych. Ich świat, który w większości składał się z niewolników, z ludzi ubogich, lecz oni – pełnoprawni - wolni Koryntianie nie widzą w tym problemu.
Rozwarstwienie i podział.

Paweł pisze do tamtejszej świeżo powstałej wspólnoty chrześcijan. Pisze, bo dają się uwieść ciału i jego mentalności, bo dają się podzielić mówiąc, że jeden mentor ważniejszy jest od drugiego. Nawet Pawła i Apollosa tak traktują…kiedy przyjedzie Piotr niechybnie pobiegną i za nim. Trochę prześcigając się, kto jest bardziej na topie.
W Korynckiej wspólnocie mentalność świata wdarła się do Kościoła, wprowadzając podziały, zazdrość, powierzchowność.

Trzeba zwrócić uwagę, że to w kontekście tej wspólnoty Paweł pisze o tym w jaki sposób korzystać z charyzmatów. Cielesny człowiek może szybciutko wykorzystać je źle, a nawet dać się wywieźć złemu duchowi w pole.

Ciało i świat kontra dusza i duch… Dwuznaczność która nie znosi kompromisu. Dusza winna podporządkować sobie ciało, duch zwyciężyć w nas zasadzki świata.
To właśnie dlatego chrześcijaństwo ukuło termin ascezy. Pracy nas sobą . Ta praca polega na rozwoju ducha, duszy w nas. Siła duszy ma moc poddać sobie zachcianki ciała a duch wspiera  w nas słabe ciało i woła w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.

Od początku chrześcijaństwa wyraźnie widać, że jeśli chce się wejść w życie duchowe na serio, nie można być lelum – polelum! Życie wewnętrzne to rozwijanie duszy i ducha, wzmacniania władz duszy, przez pracę nad nimi.

Kiedy dobrze pobiegasz, lub pochodzisz po górach, pojeździsz na rowerze lub popakujesz na siłowni. Zauważ…następuje taki rodzaj odprężenia, taka błogość. I choć związana jest ona niechybnie z wydzielaniem się podczas wysiłku hormonów „szczęścia”, to bardzo podobna rzecz następuje w życiu duchowym.

Pytasz mnie o kontemplację…

A no właśnie, ona jest takim stanem błogości wywołanym intensywnym działaniem duszy-ducha w nas. Jest momentem zatrzymania i podziwu, jest oglądaniem z góry widoków, które wymagały potu i łez. Dałeś radę …oto oglądasz piękne widoki.


Jednym słowem w życiu duchowym  też „bez pracy nie ma kołaczy”.

Komentarze

  1. Lelum polelum - "Jakiegoś mnie, Panie Boże, stworzył, takiego mnie masz"

    OdpowiedzUsuń
  2. Koryntianie to my! W kieleckim są dwie wsie o nazwie Korytnica, w obydwu byłem...:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dochodzenie do czegoś w "pocie czoła" jest strasznie nie na topie w naszych czasach. Wszystko jest takie płytkie, powierzchowne i łatwo dostępne. Cisza dla wielu ludzi staje się czymś wręcz nienaturalnym i wrogim. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy Duch nawiedza duszę, ta rozpromienia się, a serce raduje, wtedy już niczego nie musi (podporządkowywać sobie), ale wszystko może...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Duch Boży nawiedza duszę człowieka, jej/jego oblicze rozpromienia się, a serce raduje...wtedy człowiek już niczego nie musi robić sam (w pojedynkę pojedynkować się z ciałem), ale wszystko może razem z Bogiem

      Usuń
    2. Kiedy Eliasz zarzuca płaszcz na Elizeusza, wtedy zaczyna się jego misja...
      Bóg ma swoich pośredników :)

      Usuń
  5. To prawda, istnieje zasadnicze napięcie pomiędzy duszą i ciałem, dlatego często dochodzi między nimi do spięć. W tym sensie potrzebujemy Kogoś, kto przybędzie z odsieczą i pomoże w autotranscendencji.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Ciało i świat KONTRA dusza i duch… Dwuznaczność która nie znosi kompromisu. Dusza winna PODPORZĄDKOWAĆ sobie ciało, duch zwyciężyć w nas zasadzki świata.To właśnie dlatego chrześcijaństwo ukuło termin ascezy.."

    Czy uważa Siostra, że samobiczowanie jest skuteczną praktyką ascetyczną i pokutną?

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ciało i świat KONTRA dusza i duch… Dwuznaczność która nie znosi kompromisu. Dusza winna PODPORZĄDKOWAĆ sobie ciało, duch zwyciężyć w nas zasadzki świata.To właśnie dlatego chrześcijaństwo ukuło termin ascezy.."

    Czy uważa Siostra, że samobiczowanie jest skuteczną praktyką ascetyczną i pokutną?

    OdpowiedzUsuń
  8. Konwersacja jest ryzykiem... (Mt 8,23-27)

    OdpowiedzUsuń
  9. Konwersacja jest ryzykiem podobnie jak żeglowanie, nie wiadomo bowiem, gdzie fala słów i skojarzeń może rzucić rozmówców? Wydawać się im nawet może, że zginą, gdyby nie pewien znamienny fakt - prawda obiektywna! Otóż, w ferworze dialogu pomiędzy uczniami obecny jest Pan! To jest pytanie o wiarę i zaufanie.

    "Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?" (Mt 8,26)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…