Przejdź do głównej zawartości

Zrób to pierwszy!

W życiu jest tak, że każdy z nas ma swoje wizje, plany, pragnienia.  Dla każdego z nas istnieją takie sprawy, które są niezwykle ważne, sprawy za które jest w stanie wiele dać. Rzeczywistość jednak pokazuje, że wiele z tych dążeń traci swój blask kiedy już je osiągniemy. W naturze człowieka jest jakaś skłonność do nudzenia się tym co mamy i do podążania wciąż dalej, do pragnienia czegoś więcej. W istocie kryje się za tym wszystkim ogromne, często nieuświadomione pragnienie Boga.

Chcemy być kochani.

Wszystko co robimy,  robimy w jakimś celu. Każde nasze zaangażowanie w tworzenie czegokolwiek jest związane z chęcią jakiegoś bardziej konkretnego istnienia w świecie, pozostawienia w nim jakiegoś śladu po sobie. Taki starodawny, choć wiecznie aktualny motyw Non omnis morial.

Macierzyństwo, Ojcostwo.

Wydaje się, że człowiek najpełniej zostawia siebie w akcie przekazywania życia. Posiadanie potomka oznacza jakoś zostawienie części siebie w tym potomku, przekazanie genotypu z całym kalejdoskopem bogactwa i biedy.

Co nas popycha w kierunku pozostania? Czy tylko instynkt przedłużenia gatunku, lub próżna chęć wpisania się w historię? Nie sądzę! Uważam, że po prostu wszyscy strasznie mocno chcemy miłości. Została nam jednak z dzieciństwa nieco  mylnie interpretowana myśl. Uważamy, że jesteśmy kochani wówczas, gdy na to zasłużymy. Tak przecież bywało z naszymi rodzicami, często czuliśmy się kochani za coś.

Wryło się nam to tak mocno w głowę i serce, że całe cywilizacje po dziś dzień uważały, że jedyną szansą na przetrwanie (bycie dostrzeżonym) jest działanie. A przecież działanie, tworzenie to wynik podobieństwa do Boga. Bóg powiedział „czyńcie sobie ziemię poddaną”( Rdz 1, 28). Tworzenie jest więc przedłużaniem dzieła stwórczego samego Boga, choć jest przetwarzaniem stworzonych przez niego rzeczywistości fizycznych, chemicznych…Bóg oddał nam bogactwa tej ziemi abyśmy je przetwarzali.

Cała celowość ludzkich poczynań rozwala się przecież tak często na tej płaszczyźnie. Zapominając o Dawcy wszelkiego dobra zatrzymujemy się na sobie i na potencjalnym zysku. Cudowna umiejętność tworzenia, przetwarzania Bożych darów obróciła się w wyścig za dobrami materialnymi, za bogactwem tego świata, za reputacją płynącą z faktu posiadanych dóbr. Stąd też rodzi się w nas często rozczarowanie.

Tyle wysiłku wkładamy a i tak nie czujemy się przez to bardziej kochani.

Cała rzecz polega na odwróceniu perspektywy. Zamiast czekać na miłość, zacznij kochać. Nie zakładaj rąk mówiąc sobie: „jeśli poczuję się dowartościowany zacznę kochać”. Zacznij kochać już dziś! Rób małe rzeczy z miłości. Rób coś nie dla interesu, zysku, znajomości ale rób z miłości. Kiedy zaczniesz kochać nie czekając na aplauz poczujesz sens życia.

To prawda! Czasem trzeba nieźle zaryć w ziemię by coś zrozumieć. Bóg jest mądrym wychowawcą, nie chce byś się chełpił sam z siebie, dlatego są w Twoim życiu takie rzeczywistości, nad którymi będziesz musiał wylać morze potu i łez. Byś wiedział, że sam z siebie pewnych rzeczy w sobie i na tym świecie zmienić nie możesz. Błogosławiona bezsilność! Rodzi się z niej bowiem całkiem nowe życie, w którym zaczniesz kochać, nie czekając aż ktoś pokocha, doceni cię pierwszy. Wtedy gdy zobaczysz że sam nie możesz, Bóg zacznie w tobie życie nie z natury, lecz ze swej łaski.





Komentarze

  1. „A Twoją duszę miecz przeniknie”... http://www.rozaniec.eu

    OdpowiedzUsuń
  2. Miecz rozdzierający zasłonę, pomiędzy tym co ludzkie, a tym co Boże...

    OdpowiedzUsuń
  3. W ostatnią niedzielę podczas Mszy św. dowiedziałem się o niebagatelnym wyczynie św. Stanisława Kostki, który wybrał się pieszo z Wiednia na Rzymu i to wbrew woli swego ojca, który nie pozwolił mu wstąpić do zakonu Jezuitów. Pielgrzymka, pomimo różnych perturbacji zakończyła się powodzeniem! Zastanawia mnie jednak fakt, dlaczego Staś zaledwie po półrocznym pobycie w zakonie zmarł? Moje pytanie ma związek z poczynioną obserwacją, że często rodzice próbują przedłużyć swoje życie kosztem szczęścia swoich pociech i to wbrew wyraźnej woli Boga. A nasze przekonania odnośnie zasługiwania i przynależności wydają się być głębsze, aniżeli może nam się wydawać...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Bóg zacznie w tobie życie nie z natury, lecz ze swej łaski."

    Myślę sobie tak; jeśli żyjemy z natury to wymiar łaski szybko znika z naszego horyzontu, jeśli zaś naprawdę zaczynamy żyć z łaski, to przestajemy poprawiać mało reformowalną naturę, a skupiamy się raczej na tym, aby to Bóg reformował nas, działał przez nas i z nami szedł... Błogosławiona bezsilność!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…