Nie ma ceny za miłość.

Złapałam się dziś na przykrym odkryciu. Rozmawiając z Bogiem nieustannie powtarzam Mu moje wizje, plany, projekty. Trochę jakby był grającą szafą, której gdy się poda odpowiedni numer zagra wymarzony utwór. Trochę tak, jakby życie polegało na tym, by się w nim dobrze bawić. Istnieją ludzie którzy zaciekle wierzą w taką wersję wypadków. Życie to jednak coś znacznie więcej niż zabawa i spełnianie moich zachcianek. Prawdziwy smak życia okraszony jest przelanym potem i łzami, czasem zgrubieniami na rękach, od ciężkiej pracy. Życie to także niezliczone blizny pooperacyjne i nie tylko. Wszystko to jednak wcale nie świadczy źle o życiu. Pokazuje tylko że szczęście wcale nie jest tożsame z posiadaniem wszystkiego tego, co można by wypisać na liście życzeń do Boga.

Ceną miłości jest cierpienie. Zresztą cena to złe określenie…Bo miłość nie zna kosztów. Jest po prostu tak, że kiedy naprawdę zaczyna się miłość to człowiek zaczyna znajdować radość w trudach które są z tą miłością związane. Istnieje przecież jakiś subtelny rodzaj radości, która rodzi się, gdy matka czy ojciec wstają w nocy do płaczącego niemowlęcia. Ich miłość choć kosztuje ofiarę z siebie czyni ich szczęśliwymi.

Myślałam dziś o tym…że miłość zaczyna się wtedy, gdy kochająca osoba zaczyna odnajdować radość z trudów i cierpień znoszonych w imię tej miłości. Pewnie to  dlatego, że czytam książkę o dzieciach Fatimskich, które kochały tak mocno, że za zbawienie grzeszników i by ratować świat chciały cierpieć. Przyznam, że książka ta mnie mocno frustruje…Czasem zastanawiam się, czy te dzieci były aby normalne…Bo przecież każdy człowiek ucieka od cierpienia a one wręcz go szukały.

Tajemnica tkwi w tym, że ich serce zostało dotknięte i przeobrażone w spotkaniu z Maryją. Po tym wydarzeniu  czuły, postrzegały i działały już zupełnie inaczej, według nowych jakby nieziemskich kryteriów.

Coś takiego zaczyna się dziać i w modlitwie, na pewnym etapie rozwoju życia wewnętrznego człowiek zaczyna stawiać pytanie o to czego Bóg od niego chce. Przestaje zarzucać Boga własnymi wizjami a zaczyna słuchać pytając: „Panie czego pragniesz?”  albo „Umiłowany mój powiedz jak byś chciał by było…”


Komentarze

  1. bo resztą zajmie się właśnie On

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Siostra to potrafi...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ich miłość choć kosztuje ofiarę z siebie czyni ich szczęśliwymi" http://babciasrapcia.wrzuta.pl/audio/1OLah82OR9S/07_-_kolysanka_dla_okruszka

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Mniej masz-więcej umiesz.