Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2016

Na obraz Wielkiego Artysty...

Trwamy w czasie, który można by nazwać „międzyczsem”. Już po świętach a jeszcze przed Nowym Rokiem. Jest to czas jakiegoś zastoju, ale i podsumowań. Kończy się rok i można popatrzeć na to jak przeżyło się ofiarowany nam przez Boga czas.
To mój osobisty problem i mam wrażenie, nie jestem w tym osamotniona. Bo przecież na co dzień łatwo zapomnieć o tym, że mamy tylko jedno życie, i że ono jest nam zadane.
Nie jest tak, że żyjemy bez sensu. Każdy z nas ma tu coś do zrobienia. W dodatku „Szef” tej całej historii bardzo liczy się z naszą indywidualnością i daje tak bardzo dużo wolności, że pozwala nawet na wybór grzechu.
Osobiście ilekroć o tym myślę wprowadza mnie to w stan jakiegoś podziwu ale i tajemnicy. Bóg, który jest Ojcem i Panem wszechrzeczy nie zdeterminował sobą wszechświata, lecz stworzył istotę którą potraktował jak własne dziecko, pozostawiając jej szerokie pole do działania. Oddał jej to co z taką czułością tworzył.
Wyobraźcie sobie ojca, który wybudował piękny dom z ogrodem i z…

Weź wyluzuj!

Z czasem potwierdza mi się twierdzenie, o tym, że w życiu duchowym konieczna jest swoista odmiana luzu…
Tak! Luzu!
Bo choć żyjemy w czasach o których można by powiedzieć, że są mocno wyluzowane w istocie są czasami ogromnego napięcia. Czasami natężonej informacji, pośpiechu i współzawodnictwa. Jak zwykle owocuje to paradoksem, że psychologia współczesna kojarzona jest ze stwierdzeniem „wrzuć na luz”.
Nie o taki, modny rodzaj luzu mi chodzi, choć z pewnością znajdą się jakieś wspólne dane, łączące psychologiczne nowinki z tym, co odnajduję chociażby u przytaczanego przeze mnie często św. Teofana Rekluza , ortodoksyjnego mnicha chrześcijańskiego.
Kiedy się czyta Teofana, i innych autorów duchowych napotykamy często na wskazówkę, by wypuścić z siebie nadmiar ambicji. Jest to też wskazówka co do tego, by uczyć się pozostawać na małym. Oznacza to, że zdrowie psychiczne człowieka może okazać się zależne bardziej od duchowości aniżeli psychologii.
Może się okazać, że prosta rada by budować życie…

Słuchanie i słyszenie.

By naprawdę usłyszeć  drugiego człowieka trzeba podjąć trud. Trud ten po pierwsze wiąże się z odsunięciem siebie samego na bok. A może bardziej z odejściem na bok z samym sobą. Z dokonaniem takiego zabiegu wewnątrz siebie samego, który pozwala nabrać dystansu do własnych odczuć, opinii, ocen.
Szczególnie ważnie jest to w sytuacji w której nasz rozmówca i jego opinie nie są nam „po drodze”. To dla mnie bolesne, ale wyraźnie dostrzegam, że  nie potrafię naprawdę usłyszeć niektórych osób, ponieważ podchodzę do nich z nastawieniem i obrazem jaki w swej głowie na ich temat stworzyłam.
Jezusowy świat to świat dialogu…Świat wsłuchania w drugiego. Takiego słuchania, które jest czymś znacznie większym niż słyszenie. Zasłuchanie w drugiego zakłada czytanie „między wierszami”, gdzie mówi on nam o sobie najgłębiej.
„Czytanie między wierszami” nie jest proste…ale może nauczyć nas czegoś więcej o drugim człowieku, o jego zranieniach i potrzebach. Rozumienie tych zranień to połowa sukcesu. Następnym kr…

Chrystus ukryty jest w każdego rodzaju ubóstwie.

When I look at the face of my enemy I see my brother. Kiedy patrzę w twarz wroga widzę w nim brata. AMEN.


Forgiveness is the garment of our courage Przebaczenie jest szatą naszej odwagi. AMEN.

Dla Niej.

Od dzieciństwa miałam problem z Maryją…Nie „czułam” jej…była jakaś odległa i nieobecna. Moja duchowość odkąd pamiętam była mocna skupiona na Jezusie, później też na Duchu Świętym, Maryja była kimś dalekim, trudnym do „uchwycenia”.
Z pewną zazdrością spoglądałam nawet na moje koleżanki, dla których Maryja była kimś tak żywym, tak bliskim jak ich własna mama. U mnie było zupełnie inaczej. Pewnie i dlatego, że bliższa mi była w dzieciństwie czuła opieka taty, mama była raczej tą, która stawiała wymagania. Boga więc z łatwością widziałam w roli Ojca ale Maryja…nie potrafiłam do niej dotrzeć.
Pierwszy przełom nastąpił w liceum. Pojechaliśmy z klasą na wymianę do Francji i po drodze zawitaliśmy także do Lourdes. Tam stało się coś bardzo dziwnego…Wraz z koleżanką udało nam się przecisnąć przez strzegących figurę ochroniarzy i podejść jak bardzo blisko…uklęknąć tuż u jej stóp.
Trudno opisać co się wtedy wydarzyło…Wiem tylko, że nie potrafiłam opuścić tego miejsca…chciałam tam zostać! Wtedy Matk…

Prosto.

"Kiedy misjonarz, chrześcijanin idzie głosić Jezusa, nie robi tego, by uprawiać prozelityzm, ani nie jest kibicem, który szuka kolejnych zwolenników dla swej drużyny" 


Tymi słowami przemówił dziś do wiernych Papież Franciszek. To mocne słowa. Oznaczają, że bycie chrześcijaninem nie ma nic wspólnego ze stylem tego świata. Nie chodzi o zdobywanie zwolenników, ale o ukazywanie wartości "ciasnej bramy"(Mt 7,13).

Pokazywanie drogi w uczciwy sposób, bez retuszów, przekolorowań. 

Ewangelia nie potrzebuje reklamy. Ewangelia potrzebuje świadków. Świadek to ktoś, kto jest autentyczny, kto sam przeszedł ścieżkę którą zaleca do wędrówki.Świadek sam się zmienia, nie wszystkich w koło.

Ewangelia i Słowo nie potrzebują coatchingu... wystarczy ziarno, ziemia i woda.