Przejdź do głównej zawartości

Dla Niej.

Od dzieciństwa miałam problem z Maryją…Nie „czułam” jej…była jakaś odległa i nieobecna. Moja duchowość odkąd pamiętam była mocna skupiona na Jezusie, później też na Duchu Świętym, Maryja była kimś dalekim, trudnym do „uchwycenia”.

Z pewną zazdrością spoglądałam nawet na moje koleżanki, dla których Maryja była kimś tak żywym, tak bliskim jak ich własna mama. U mnie było zupełnie inaczej. Pewnie i dlatego, że bliższa mi była w dzieciństwie czuła opieka taty, mama była raczej tą, która stawiała wymagania. Boga więc z łatwością widziałam w roli Ojca ale Maryja…nie potrafiłam do niej dotrzeć.

Pierwszy przełom nastąpił w liceum. Pojechaliśmy z klasą na wymianę do Francji i po drodze zawitaliśmy także do Lourdes. Tam stało się coś bardzo dziwnego…Wraz z koleżanką udało nam się przecisnąć przez strzegących figurę ochroniarzy i podejść jak bardzo blisko…uklęknąć tuż u jej stóp.

Trudno opisać co się wtedy wydarzyło…Wiem tylko, że nie potrafiłam opuścić tego miejsca…chciałam tam zostać! Wtedy Matka Boża przełamała lody mojego serca, i przyszła do mnie. Czułam jej realną obecność. Nie! Nie miałam objawiania, mimo to wiem, że wtedy naprawdę ją spotkałam.

Takie przeżycie wprowadza człowieka w stan jakiegoś głębokiego zdumienia, takiego resetu. Baza danych tworzy się od nowa. Coś w rodzaju nawrócenia. Było to nawrócenia ku Maryi. Doświadczenie tak mocne ( choć pozbawione silnych uczuć), że do dziś z łatwością wracam do niego tak jakby wydarzyło się wczoraj.

Później nie miałam już nigdy podobnych „spotkań” z Maryją. To wydarzenie zmieniło jednak w mojej relacji do niej zupełnie wszystko. Ona stała mi się kimś obecnym, kimś kto stoi tuż obok.

Po wstąpieniu do zakonu poziom relacji był raczej constans. Żywa pamięć tamtej chwili sprawiała, że kochałam Maryję bardziej niż wcześniej. Nie był to jednak jakiś wielki szał. Moje współsiostry widocznie mnie w miłości ku niej przewyższały.

Aż nadszedł czas trudny…czas w którym nie potrafiłam się modlić. Wtedy została mi tylko jedna modlitwa-Różaniec. To ona przeprowadziła mnie przez tą pustynię, dawała dziwny rodzaj uspokojenia i pociechy. Była jak balsam na serce.

Powoli, dyskretnie, cicho, jak to Ona, Maryja wchodziła w moje życie.


Komentarze

  1. Fot.
    «Bądź pozdrowiona, pełna łaski...»

    OdpowiedzUsuń
  2. Matka Boża łączy/godzi kulturę wysoką z prostotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadzi do pojednania najeźdźców z ofiarami - podobnie jak to uczyniła w 1531 z Hiszpanami i Indianami - tworząc inną/nową jakość - Meksykanów... https://www.youtube.com/watch?v=Y92jtyQ79P8

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.