Na obraz Wielkiego Artysty...



Trwamy w czasie, który można by nazwać „międzyczsem”. Już po świętach a jeszcze przed Nowym Rokiem. Jest to czas jakiegoś zastoju, ale i podsumowań. Kończy się rok i można popatrzeć na to jak przeżyło się ofiarowany nam przez Boga czas.

To mój osobisty problem i mam wrażenie, nie jestem w tym osamotniona. Bo przecież na co dzień łatwo zapomnieć o tym, że mamy tylko jedno życie, i że ono jest nam zadane.

Nie jest tak, że żyjemy bez sensu. Każdy z nas ma tu coś do zrobienia. W dodatku „Szef” tej całej historii bardzo liczy się z naszą indywidualnością i daje tak bardzo dużo wolności, że pozwala nawet na wybór grzechu.

Osobiście ilekroć o tym myślę wprowadza mnie to w stan jakiegoś podziwu ale i tajemnicy. Bóg, który jest Ojcem i Panem wszechrzeczy nie zdeterminował sobą wszechświata, lecz stworzył istotę którą potraktował jak własne dziecko, pozostawiając jej szerokie pole do działania. Oddał jej to co z taką czułością tworzył.

Wyobraźcie sobie ojca, który wybudował piękny dom z ogrodem i zostawił to wszystko własnym dzieciom nie ingerując siłą w ich decyzje. Ten ojciec nie odszedł z tego domu, żyje w nim i z troską spogląda na poczynania swych dzieci. Chce z nimi rozmawiać, słuchać jakie mają pomysły na ten dom, ale nie narzuca się…Pozwala im działać na własną rękę, jeśli sobie tego życzą i czasem widzi, jak rujnują to co dla nich zbudował.

Czas…

Myślę, że czas jest jak dom z ogrodem. Można zaniedbać coś, co Bóg nakreślił. Nikt z nas nie jest przecież pozbawiony talentów, uzdolnień i zamiłowań. Często jednak, wybieramy łatwe wyjścia. Nie chce nam się inwestować w nas samych. Nie chce nam się pracować nad sobą…

Efektem jest stopniowe niszczenie…Bo dary nie używane umierają, talenty nie rozwijane giną, zdolności wegetują. Dom i ogród naszego życia stopniowo chyli się ku upadkowi.

Przychodzi więc czas, kiedy to dostrzegamy. Niektórzy nazywają to kryzysami rozwojowymi. Ponoć pojawiają się one przed 30, 40 i 50 rokiem życia. Inni mówią o wypaleniu zawodowym i pustce egzystencjalnej. Czasem też depresji.

Czyli nasza własna wolność w dokonywaniu decyzji potrafi nas zniewolić od życia w przeciętności i bierności. Jest w nas tendencja do tego, bo mieć wszystko od zaraz, na wyciągnięcie ręki, bez pracy, bez wysiłku. Syndrom „enter”.

Jest to pokusa którą poznała Ewa, gdy wąż powiedział jej że wystarczy wyciągnąć rękę po owoc, by stać się jak Bóg. To miało być takie proste…

Lubimy więc ułatwiać sobie życie, ale często  nie wynika z tego nic konstruktywnego, nic co dawałoby nam zadowolenie.

Okazuje się bowiem, że satysfakcja polega na tworzeniu. W głębi każdego z nas, tkwi świadomość o tym, że pochodzimy od Wielkiego Konstruktora, Kogoś, kto jest pełen kreatywności. Mamy w sobie odbite Jego podobieństwo i obraz…Jest to nasza najgłębsza tożsamość.

Kiedy negujemy w sobie własny potencjał negujemy życie Boga w nas. Bóg chce byśmy wraz z Nim współtworzyli ten świat. I jedynie w ten sposób poczujemy się spełnieni i znajdziemy sens.

Odnaleźć w sobie Wielkiego Konstruktora oznacza odwrócić oczy od nas samych a skierować je ku światu i ku innym. Wówczas przechadzając się po tym domu, który ofiarował nam Ojciec, pracując nad porządkowaniem go i budując go w końcu natkniemy się na Tego, o którym wielu z nas już zapomniało. Tego, który z troską czeka, byśmy Go zaprosili do tej budowy. On przecież najlepiej zna plany tej budowli, sam w końcu je tworzył…


Komentarze

  1. "...ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało,
    ani serce człowieka nie zdołało pojąć,
    jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." (1 Kor 2,9)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydawać by się mogło, że Józef - jak by nie było - mąż posiadający solidne oparcie w Bogu skazany był na sukces, a tu masz... wybrał prowincjonalne ubóstwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę sobie, że dorastający Jezus mógł być zawiedziony sytuacją egzystencjalną w jakiej się znalazł po decyzji Ojca. Pewnego razu nawet wykazał się niesubordynacją; "Synu! Czemuś nam to uczynił?" brzmiały słowa płynące ze skołatanego serca Matki. Jednak, jak pokazały późniejsze wydarzenia, Syn w końcu stanął na wysokości zadania...

      Usuń
    2. Czy Józef przypadkiem nie gryzł w sobie porażki, że zaprzepaścił szansę, że nie poszedł wtedy za głosem Anioła do Judei? I jak mógł w tych okolicznościach wyglądać w oczach Syna?

      Usuń
    3. Jezus w wieku lat 30 podjął radykalną decyzję o zmierzeniu się z prawdą egzystencjalną, przez co stanął na wysokości zadania, któremu mógł nie sprostać Józef.
      Józef to poniekąd każdy z nas.

      Usuń
    4. Muszę w tym miejscu oddać sprawiedliwość Józefowi, bo gdyby nie On, to misja Jezusa, a wcześniej Maryi mogła by ponieść fiasko, a tak stał się świętym wzorem poświęcenia dla bliźniego. Zrezygnował z samorealizacji na rzecz doskonale wyreżyserowanych planów Boga.

      Usuń
    5. Święta Rodzino, módl się za nami...

      Usuń
  3. Fot. 1
    "I co tu począć z takim bajzlem?"

    Fot. 2
    "Widzę niebo otwarte" (Dz 7,56)

    Fot. 3
    "W domu Ojca mego jest mieszkań wiele" (J 14,2)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Co począć z tym bajzlem?" Hmm... chyba najlepiej zastosować sprawdzoną formułę: "Jezu, Ty się tym zajmij." (modlitwa zawierzenia o. Dolindo Ruotolo)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Widzę niebo otwarte" (Dz 7,56)
    http://www.tygodnik.com.pl/numer/279202/halik.html

    OdpowiedzUsuń
  6. "W domu Ojca mego jest mieszkań wiele" (J 14,2)

    Czy to znaczy, że każdy z nas znajdzie w Nim, tzn. w tym mieszkaniu coś niepowtarzalnego, specyficznie własnego i na osobistą wyłączność...?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom