Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Wycieram nosy cudzym dzieciom

Czasem obserwuję ludzi potwornie znudzonych. Ludzi, którzy szukają w życiu jakiegoś rodzaju samozadowolenia. Są niezmiernie nieszczęśliwi, narzekający, niespełnieni i zgorzkniali.

Nie oceniam ich głębiej poza tym co widzę.

Powiem więcej, nawet ich rozumiem. Znam to z własnego doświadczenia. Istnieje bowiem taki rodzaj nie wiary w siebie, który wpędza w chorą gonitwę za nic nie robieniem.

Szczerze jednak powiem...Nie ma chyba większej tragedii, niż zostać Kiepskim, z pilotem i browarkiem w ręku. Człowiekiem,którego świat zawęził się na nim samym. Na poczuciu najedzenia i świadomości posiadania w lodówce jeszcze kilku "browarków".

Czasem myślę o własnych "browarkach" o tym, co to w moim życiu jest? Co to są za przestrzenie, przyzwyczajenia, zachowania, rzeczy, które dają mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Co jest moją "lodówką"?

Chrześcijaństwo nie może być chill outem...Kontemplacja to nie odpływ w nirwanę,   nie płytkie samooświecenie. Dlatego też nie zgodzę s…

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…

Skrajność.

Popadam ze skrajności w skrajność-wiemJ
Po miesiącu nic nie pisania, nagle piszę dzień po dniu. Ale wiecie…To ma dobrą wiadomość. Nie jestem jakoś mega związana z tym dziełem.
To znaczy…Nie zrozumcie mnie źle. Chodzi mi o to, że potrafię żyć bez pisania i nie sprawia mi problemu świadomość, że rzadko pisząc nigdy nie będę trendy.
To jest dla mnie ważne. Na świecie dosyć sporo jest narcyzów. Sporo ludzi mających „parcie na szkło”. W starciu z nimi, poczciwy introwertyk, którym jestem ma nikłe szanse.
W moim pisaniu drodzy, nie chodzi mi o ilość wyświetleń. Chodzi mi o jakąś niewidzialną, choć wyczuwalną przeze mnie wspólnotę dusz (Chrystusowych JJJ).
Dziękuję Wam, że od czasu do czasu macie potrzebę tu zajrzeć, że są tacy, którzy zaglądają regularnie. To dla was „trzódko mała” tu w tych Internetach jestem. Jeśli komuś daję coś wartościowego, to moja radość jest wielka.
Będę tu kochani razem z Wami, czasem częściej, czasem rzadzie,j ale będę. A Wy…czujcie się wolni. Dopóki czytanie moich teks…

Charyzmatyczna kolorowość

Czas mój jest ostatnio intensywnie wypełniony. Przyznam, że w wielką tęsknotą wyczekuję zbliżających się wakacji.
W Archidiecezji Szczecińsko-kamieńskiej, gdzie pracuję, co roku w długi majowy weekend organizowane są Archidiecezjalne dni młodych. Impreza trwa trzy dni i dwie noce, spędzone często na szkolnym korytarzu, lub sali gimnastycznej. O spaniu nie ma mowy…No chyba, że masz zaprzyjaźnione Siostry które wynajdą dla Ciebie kawałek miejsca by w nieco spokojniejszych okolicznościach skłonić swą głowę.
Tak to dzięki uprzejmości tzw: „niebieskich sióstr”-Uczennic Krzyża  mogłam spędzić te noce pod przyjaznym dachem mieszkającej w Goleniowie Pani.
Kościół to bogactwo charyzmatów. Nie dobrze jest zawężać swą uwagę na jednym, lecz warto otworzyć oczy nieco szerzej. W ten sposób charyzmaty poszczególnych wspólnot mogą wzajemnie od siebie czerpać, nie zatraciwszy przy tym własnej odrębności.
Powiem nawet, że w moim odczuciu takie spotkanie z innością pozwala dopiero sprecyzować siebie samego…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Zarządzanie czasem a życie duchowe.

Ozdobniki i iluzja w życiu duchowym to pokusa, z którą spotyka się chyba każdy, kto na serio chce iść w głąb siebie. Kiedy stworzę sobie świat, który będzie wyglądał tak, jak w moim mniemaniu świat człowieka wiary wyglądać powinien, wówczas poczuję się bezpiecznie. Tylko…zupełnie nie o to chodzi.
Można ustawić sobie życie duchowe „na wysoki połysk”. Pracować nad sobą, robić regularne rewizje życie, spisywać skrupulatnie listę zadań na następny dzień. Można…i trzeba. Pozostaje jednak proste pytanie…-dla kogo? czego? .
Życie duchowe nie może prowadzić do płytkiego samozadowolenia z siebie, że odrobiło się zadaną lekcję na 5.
By naprawdę odpowiedzialnie podejść do pracy nad sobą, potrzebne jest najpierw doświadczenie prawdy o tym, co dzieje się w głębi mojej duszy. Czego oczekuje Bóg? Czy On ma jakieś oczekiwania? Czy nie przerzucam na Niego własnego idealnego „ja”? Czy zamiast się modlić nie dążę do jakiegoś rodzaju duchowej samorealizacji?
Bo przecież, to oczywiste, że w momencie, gdy pos…

Kontemplacja czy chillout?

W drodze w głąb potrzebna jest odwaga tracenia. Pisałam o wypuszczaniu z rąk, słowo tracenie brzmi jednak bardziej dramatycznie i jest w moim odczuciu bardziej trafne, ogołocone z estetyki.
Często rodzi się we mnie pragnienie, by uczynić własne życie duchowe estetycznym…To ułuda. Chciałoby się dodać jakieś ozdobniki, jakieś mozaiki, złocenia. Może byłoby tak „klimatycznie”, tak..przytulnie.
Można…z własnego życia duchowego uczynić złudzenie, krainę nie rzeczywistą. Jakąś nirwanę. Można uczynić z własnego życia duchowego przyczynek do tworzenia własnego P.R-u. Można na duchowości robić karierę.
To jest owa kraina ułudy. Kraina w którą ochoczo zapędza nas wróg naszego zbawienia.
Prawdziwość doświadczenia wewnętrznego charakteryzuje się tym, że upraszcza ono całe „środowisko” życia dotkniętego nim człowieka. Człowiek, który wchodzi w prawdziwe życie duchowe, a nie w własne wizje duchowości będzie coraz bardziej otwarty na stratę.
Autor listu do Hebrajczyków pisze: „Zrzuciwszy z siebi…

Uwalniające piękno kontemplacji.

Wstępując do wewnętrznego sanktuarium, zyskujemy pokój, swobodę i naturalność. Ponieważ odkrywamy swoją najgłębszą tożsamość. Widzimy, że to kim najgłębiej jesteśmy obdarza nas niesłychaną godnością.
Dlatego modlitwa kontemplacyjna opiera się na drodze wypuszczania. Chodzi o umiejętność pozostawienia Bogu inicjatywy. To nie jest prosty krok.
Normalnie raczej się troskamy o tysiące spraw, nęka nas wiele naszych lęków i obaw. Czasem uciska aż do fizycznie odczuwalnego bólu.
Modlitwa kontemplacyjna otwiera nowy horyzont, ponieważ wchodząc w nią zamykasz za sobą swoje troski. Oddajesz je z ufnością Bogu. To krok wiary…
Oczywiście, nie oznacza to wcale, że Twoje niepokoje przestaną przychodzić do Ciebie w czasie modlitwy. Zmieni się jednak podejście jakie do nich masz.
To wewnętrzne sanktuarium jest bowiem jak twierdza obronna, lub jeszcze bardziej, jak ramiona Ojca. Pozostawiasz wszystko w tych ramionach. Pozostawiasz w nich cały swój świat, to co dla Ciebie ważne i to czego się obawiasz.
Poz…

Za zasłoną...

Zasłona przybytku, o której autor listu do Hebrajczyków pisze, że za nią sprawuje odwieczną liturgię Najwyższy Kapłan-Jezus.( Por: Hbr 6, 19) Przez nią wchodzi się do Świętego Świętych, czyli do miejsca, gdzie nie ma niczego poza Bogiem. Przez zasłonę przybytku, wchodzi się w obcowanie twarzą w twarz z Tym, który jest. Istotą jego obecności, jest to, że kocha. Kocha w taki sposób, że ożywia-ponieważ Sam pierwszy wstał z martwych.
Jeśli choć raz tam wejdziesz, zasmakujesz prawdziwego życia. Lecz aby tam wejść, potrzebujesz wpierw, wraz z Arcykapłanem umrzeć.
Dlatego kontemplacja jest ogołocona z form, wyobrażeń, rozmyślań, spekulacji. Odbywa się w ciszy, pustce, w bezruchu. W jakimś minimum, w śmierci.
Aby jej doświadczyć umrzeć musi wpierw Twój intelekt rojący tabuny wyobrażeń, a Twoja emocjonalność zostaje pochwycona w uścisku niepoznania. Nie ma tu form.
Odkrywasz, że nie chodzi o Twój wysiłek, o krwawe ofiary z cielców i kozłów ponieważ one „nie potrafią udoskonalić wewnętrznie Tego,…

W drodze do kontemplacji.

W wędrówce do wnętrza nas samych dokonuje się wiele dynamicznych zwrotów akcji. Dlatego podróż ta jest wyjątkowa i pasjonująca.
Nie jest to jednak droga łatwa. Choć mamy jakieś tam wytyczne, zapisane przez chociażby mistyków, ojców pustyni czy innych zwykłych zjadaczy chleba, nikt nie przejdzie tej drogi za nas.
Ponieważ każdy ma indywidualny szlak, te wytyczne są jedynie niczym igła w kompasie, niby istotna, lecz pokazuje tylko kierunek. Każdy z wędrowców wewnętrznych napotka na swej duchowej drodze inne przygody i uwarunkowania. Każdy człowiek, to inny wewnętrzny świat.
Warto jednak wsłuchać się w mądrość tych, którzy drogę już przebyli, przeczytać traktaty świętych, lub przynajmniej opracowania na ich temat. Kryje się w nich bowiem metoda.
Wskazówki pozostawione nam przez świętych, w ich pismach, są niczym przewodnik. Kiedy udajemy się, do jakiegoś kraju, lub miejscowości, której nie znamy, gdy idziemy w góry zabieramy przewodniki i mapy.
W duchowym życiu rolę takich przewodników pełn…

W głąb świątyni...

Należy zbliżać się ku niemu po cichu i z wielkim namaszczeniem…Trzeba być bardzo wrażliwym na to jak wchodzisz do jego wnętrza. Nie należy czynić tego byle jak.
Sanktuarium naszego wnętrza…
Jest to przestrzeń w nas, która powołuje coraz głębiej. Ponieważ w jej najgłębszej głębi mieszka TEN KTÓRY JEST.
Kiedy wejdziesz poza zewnętrzne mury tej świątyni, zobaczysz najpierw własny harmider wewnętrzny. Kupczące ze sobą myśli…krzątające się niczym przekupki pragnienia i rozbiegane, niczym grosze, które wypadły nieopatrznie z sakiewki kupca potrzeby.
Będziesz tym zaabsorbowany, oszołomiony, poczujesz się zagubiony.
Jednak z czasem, gdy będziesz przychodził do świątyni regularnie, nabierzesz dystansu wobec tak zwanego „dziedzińca pogan”-czyli miejsca o którym właśnie mowa. Zaczniesz go w sobie tolerować, ale nauczysz się przechodzić przezeń dalej, w głąb świątyni…
Nie będziesz się już tak chętnie zatrzymywał przy każdym kolorowym straganie z egzotycznymi świecidełkami z Egiptu czy Azji…Pójdziesz da…

Kim jestem.

Jestem spełnionym człowiekiem…nie z powodu tego czego mi brakuje, lecz z racji tego co mam.
Jestem pogodzona ze sobą…nie z powodu własnej doskonałości, lecz dlatego, że przyjęłam się taką, jaką przyjmuje mnie Bóg, z licznymi wadami i niedoskonałościami.
Jestem spełniona w miłości… Nie z powodu tego, że odnalazłam idealnego partnera i przyjaciół, ale ponieważ wiele mogę się uczyć od tych, którzy mnie kochają.
Czuję się kochana…nie dlatego, że wszyscy mnie czczą, ale z powodu ludzi, którzy są ze mną od lat, mimo tego jak często ich zawiodłam.
Nie gonię za tym czego nie mam… Delektuję się tysiącem milionów darowanych mi przez Boga oddechów.
I żyję w pełnym tego słowa znaczeniu.
Wiem co to znaczy porażka i przegrana, znam jednak też smak sukcesu, w małym, najmniejszym przedsięwzięciu, jakim jest wzięcie odpowiedzialności za następne 5min swojego życia.
Układam te minuty z pasaże dobrego stanu zdrowia i równowagi.
Jestem w tym świecie małą cząstką w setnej sekundzie całej historii tego globu. Nie…

Za ubogim cieślą.

Człowieku…
Nie musisz być doskonały. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, nie musisz wszystkim pasować. Myślę o tym, co trzyma nas w największej z możliwych niewoli. Myślę o naszych lękach, o moich własnych i tych, które czasem widzę w otaczających mnie ludziach.
Moje wnioski są dość proste i oczywiste. Lęk jest diabelski.
Najbardziej diabelski jest lęk o siebie samego. Zakręca nas on wokół siebie, zamyka na innych i izoluje. Lęk ten często chciałby bronić urojonego w naszych głowach statusu, który mamy we własnych oczach. Chcemy ten status sprzedać również innym. Chcemy by ludzie liczyli się z nami.
Im większe mamy EGO, tym więcej szacunku i uznania od innych wymagamy. Jest to jednak Ego pełne powietrza, nie ma w nim treści. Najwięksi ludzie tej ziemi, zgodzili się na to, że zostali zdeklasowani, wyałtowali, uznali za wariatów. Ludzie  o których mowa, nie bali się o siebie, nie wytyczali statusów, nie ogradzali tytułami.
Przeszedłszy przez upokorzenie, dziękowali. Doświadczywszy niesprawiedliw…

Sens chaosu.

Muszę przyznać, że dłuuuugo mnie nie było. Jeśli są tacy, którzy tęsknili, przepraszam, a za tęsknotę, dziękuję. Pisanie nie powinno wynikać z niczego, lecz piszący winien mieć coś do przekazania. Dlatego w dość dużym chaosie, który ostatnio u mnie zapanował, nie znalazłam uporządkowanej przestrzeni dla Słowa pisanego.
Chaos, podobno nie jest zresztą taki zły, bo jak wiemy to z niego Bóg wyprowadził ład. Fizyka i astronomia powie nam jeszcze więcej, że wszystko zaczęło się od chaosu i do chaosu zmierza. Dla wierzącego człowieka może to brzmieć nieco dziwnie, lecz wbrew pozorom jest to dowód na istnienie Boga. Przynajmniej w mojej skromnej opinii.
Fizyka powie, że na początku była rozproszona energia, z której powstała każda materia, w tym nasze ciało. Każde ciało, dąży jednak do rozkładu, czyli z punktu widzenia fizyki ponownego rozproszenia energii.
Już starzenie się, jest procesem powolnego tracenia tej energii, obumierania neuroprzekaźników, i rozsypywania się.
Autorzy Księgi Rodzaju n…