Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

Uwalniające piękno kontemplacji.

Wstępując do wewnętrznego sanktuarium, zyskujemy pokój, swobodę i naturalność. Ponieważ odkrywamy swoją najgłębszą tożsamość. Widzimy, że to kim najgłębiej jesteśmy obdarza nas niesłychaną godnością.
Dlatego modlitwa kontemplacyjna opiera się na drodze wypuszczania. Chodzi o umiejętność pozostawienia Bogu inicjatywy. To nie jest prosty krok.
Normalnie raczej się troskamy o tysiące spraw, nęka nas wiele naszych lęków i obaw. Czasem uciska aż do fizycznie odczuwalnego bólu.
Modlitwa kontemplacyjna otwiera nowy horyzont, ponieważ wchodząc w nią zamykasz za sobą swoje troski. Oddajesz je z ufnością Bogu. To krok wiary…
Oczywiście, nie oznacza to wcale, że Twoje niepokoje przestaną przychodzić do Ciebie w czasie modlitwy. Zmieni się jednak podejście jakie do nich masz.
To wewnętrzne sanktuarium jest bowiem jak twierdza obronna, lub jeszcze bardziej, jak ramiona Ojca. Pozostawiasz wszystko w tych ramionach. Pozostawiasz w nich cały swój świat, to co dla Ciebie ważne i to czego się obawiasz.
Poz…

Za zasłoną...

Zasłona przybytku, o której autor listu do Hebrajczyków pisze, że za nią sprawuje odwieczną liturgię Najwyższy Kapłan-Jezus.( Por: Hbr 6, 19) Przez nią wchodzi się do Świętego Świętych, czyli do miejsca, gdzie nie ma niczego poza Bogiem. Przez zasłonę przybytku, wchodzi się w obcowanie twarzą w twarz z Tym, który jest. Istotą jego obecności, jest to, że kocha. Kocha w taki sposób, że ożywia-ponieważ Sam pierwszy wstał z martwych.
Jeśli choć raz tam wejdziesz, zasmakujesz prawdziwego życia. Lecz aby tam wejść, potrzebujesz wpierw, wraz z Arcykapłanem umrzeć.
Dlatego kontemplacja jest ogołocona z form, wyobrażeń, rozmyślań, spekulacji. Odbywa się w ciszy, pustce, w bezruchu. W jakimś minimum, w śmierci.
Aby jej doświadczyć umrzeć musi wpierw Twój intelekt rojący tabuny wyobrażeń, a Twoja emocjonalność zostaje pochwycona w uścisku niepoznania. Nie ma tu form.
Odkrywasz, że nie chodzi o Twój wysiłek, o krwawe ofiary z cielców i kozłów ponieważ one „nie potrafią udoskonalić wewnętrznie Tego,…

W drodze do kontemplacji.

W wędrówce do wnętrza nas samych dokonuje się wiele dynamicznych zwrotów akcji. Dlatego podróż ta jest wyjątkowa i pasjonująca.
Nie jest to jednak droga łatwa. Choć mamy jakieś tam wytyczne, zapisane przez chociażby mistyków, ojców pustyni czy innych zwykłych zjadaczy chleba, nikt nie przejdzie tej drogi za nas.
Ponieważ każdy ma indywidualny szlak, te wytyczne są jedynie niczym igła w kompasie, niby istotna, lecz pokazuje tylko kierunek. Każdy z wędrowców wewnętrznych napotka na swej duchowej drodze inne przygody i uwarunkowania. Każdy człowiek, to inny wewnętrzny świat.
Warto jednak wsłuchać się w mądrość tych, którzy drogę już przebyli, przeczytać traktaty świętych, lub przynajmniej opracowania na ich temat. Kryje się w nich bowiem metoda.
Wskazówki pozostawione nam przez świętych, w ich pismach, są niczym przewodnik. Kiedy udajemy się, do jakiegoś kraju, lub miejscowości, której nie znamy, gdy idziemy w góry zabieramy przewodniki i mapy.
W duchowym życiu rolę takich przewodników pełn…

W głąb świątyni...

Należy zbliżać się ku niemu po cichu i z wielkim namaszczeniem…Trzeba być bardzo wrażliwym na to jak wchodzisz do jego wnętrza. Nie należy czynić tego byle jak.
Sanktuarium naszego wnętrza…
Jest to przestrzeń w nas, która powołuje coraz głębiej. Ponieważ w jej najgłębszej głębi mieszka TEN KTÓRY JEST.
Kiedy wejdziesz poza zewnętrzne mury tej świątyni, zobaczysz najpierw własny harmider wewnętrzny. Kupczące ze sobą myśli…krzątające się niczym przekupki pragnienia i rozbiegane, niczym grosze, które wypadły nieopatrznie z sakiewki kupca potrzeby.
Będziesz tym zaabsorbowany, oszołomiony, poczujesz się zagubiony.
Jednak z czasem, gdy będziesz przychodził do świątyni regularnie, nabierzesz dystansu wobec tak zwanego „dziedzińca pogan”-czyli miejsca o którym właśnie mowa. Zaczniesz go w sobie tolerować, ale nauczysz się przechodzić przezeń dalej, w głąb świątyni…
Nie będziesz się już tak chętnie zatrzymywał przy każdym kolorowym straganie z egzotycznymi świecidełkami z Egiptu czy Azji…Pójdziesz da…

Kim jestem.

Jestem spełnionym człowiekiem…nie z powodu tego czego mi brakuje, lecz z racji tego co mam.
Jestem pogodzona ze sobą…nie z powodu własnej doskonałości, lecz dlatego, że przyjęłam się taką, jaką przyjmuje mnie Bóg, z licznymi wadami i niedoskonałościami.
Jestem spełniona w miłości… Nie z powodu tego, że odnalazłam idealnego partnera i przyjaciół, ale ponieważ wiele mogę się uczyć od tych, którzy mnie kochają.
Czuję się kochana…nie dlatego, że wszyscy mnie czczą, ale z powodu ludzi, którzy są ze mną od lat, mimo tego jak często ich zawiodłam.
Nie gonię za tym czego nie mam… Delektuję się tysiącem milionów darowanych mi przez Boga oddechów.
I żyję w pełnym tego słowa znaczeniu.
Wiem co to znaczy porażka i przegrana, znam jednak też smak sukcesu, w małym, najmniejszym przedsięwzięciu, jakim jest wzięcie odpowiedzialności za następne 5min swojego życia.
Układam te minuty z pasaże dobrego stanu zdrowia i równowagi.
Jestem w tym świecie małą cząstką w setnej sekundzie całej historii tego globu. Nie…

Za ubogim cieślą.

Człowieku…
Nie musisz być doskonały. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, nie musisz wszystkim pasować. Myślę o tym, co trzyma nas w największej z możliwych niewoli. Myślę o naszych lękach, o moich własnych i tych, które czasem widzę w otaczających mnie ludziach.
Moje wnioski są dość proste i oczywiste. Lęk jest diabelski.
Najbardziej diabelski jest lęk o siebie samego. Zakręca nas on wokół siebie, zamyka na innych i izoluje. Lęk ten często chciałby bronić urojonego w naszych głowach statusu, który mamy we własnych oczach. Chcemy ten status sprzedać również innym. Chcemy by ludzie liczyli się z nami.
Im większe mamy EGO, tym więcej szacunku i uznania od innych wymagamy. Jest to jednak Ego pełne powietrza, nie ma w nim treści. Najwięksi ludzie tej ziemi, zgodzili się na to, że zostali zdeklasowani, wyałtowali, uznali za wariatów. Ludzie  o których mowa, nie bali się o siebie, nie wytyczali statusów, nie ogradzali tytułami.
Przeszedłszy przez upokorzenie, dziękowali. Doświadczywszy niesprawiedliw…