W głąb świątyni...

Należy zbliżać się ku niemu po cichu i z wielkim namaszczeniem…Trzeba być bardzo wrażliwym na to jak wchodzisz do jego wnętrza. Nie należy czynić tego byle jak.

Sanktuarium naszego wnętrza…

Jest to przestrzeń w nas, która powołuje coraz głębiej. Ponieważ w jej najgłębszej głębi mieszka TEN KTÓRY JEST.

Kiedy wejdziesz poza zewnętrzne mury tej świątyni, zobaczysz najpierw własny harmider wewnętrzny. Kupczące ze sobą myśli…krzątające się niczym przekupki pragnienia i rozbiegane, niczym grosze, które wypadły nieopatrznie z sakiewki kupca potrzeby.

Będziesz tym zaabsorbowany, oszołomiony, poczujesz się zagubiony.

Jednak z czasem, gdy będziesz przychodził do świątyni regularnie, nabierzesz dystansu wobec tak zwanego „dziedzińca pogan”-czyli miejsca o którym właśnie mowa. Zaczniesz go w sobie tolerować, ale nauczysz się przechodzić przezeń dalej, w głąb świątyni…

Nie będziesz się już tak chętnie zatrzymywał przy każdym kolorowym straganie z egzotycznymi świecidełkami z Egiptu czy Azji…Pójdziesz dalej. W głąb świątyni.

Komentarze

  1. "Chodzi bowiem o czyste doświadczenie zwykłego życia, gdziekolwiek byśmy byli - na ulicy, w metrze, w pracy, w domu. Świątynia znajduje się wszędzie." (Louis Pauwels)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom