Za zasłoną...


Zasłona przybytku, o której autor listu do Hebrajczyków pisze, że za nią sprawuje odwieczną liturgię Najwyższy Kapłan-Jezus.( Por: Hbr 6, 19) Przez nią wchodzi się do Świętego Świętych, czyli do miejsca, gdzie nie ma niczego poza Bogiem. Przez zasłonę przybytku, wchodzi się w obcowanie twarzą w twarz z Tym, który jest. Istotą jego obecności, jest to, że kocha. Kocha w taki sposób, że ożywia-ponieważ Sam pierwszy wstał z martwych.

Jeśli choć raz tam wejdziesz, zasmakujesz prawdziwego życia. Lecz aby tam wejść, potrzebujesz wpierw, wraz z Arcykapłanem umrzeć.

Dlatego kontemplacja jest ogołocona z form, wyobrażeń, rozmyślań, spekulacji. Odbywa się w ciszy, pustce, w bezruchu. W jakimś minimum, w śmierci.

Aby jej doświadczyć umrzeć musi wpierw Twój intelekt rojący tabuny wyobrażeń, a Twoja emocjonalność zostaje pochwycona w uścisku niepoznania. Nie ma tu form.

Odkrywasz, że nie chodzi o Twój wysiłek, o krwawe ofiary z cielców i kozłów ponieważ one „nie potrafią udoskonalić wewnętrznie Tego, który je składa”( Hbr 9, 9b). W to spotkanie wchodzi się przez „namiot nie ręką ludzką uczyniony”( Hbr 9,11).


Nie ma tu Twoich zasług, zostałeś pochwycony przez nadzieję która jest kotwicą, sięgającą poza zasłonę( Hbr 6, 19a). Zostałeś pochwycony przez ciemną wiarę, którą pociągnęła nadzieja, pociągnęła do wewnętrznego sanktuarium, w którym Twój oddech miesza się z oddechem Umiłowanego twej duszy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom