Przejdź do głównej zawartości

Kontemplacja czy chillout?

W drodze w głąb potrzebna jest odwaga tracenia. Pisałam o wypuszczaniu z rąk, słowo tracenie brzmi jednak bardziej dramatycznie i jest w moim odczuciu bardziej trafne, ogołocone z estetyki.

Często rodzi się we mnie pragnienie, by uczynić własne życie duchowe estetycznym…To ułuda. Chciałoby się dodać jakieś ozdobniki, jakieś mozaiki, złocenia. Może byłoby tak „klimatycznie”, tak..przytulnie.

Można…z własnego życia duchowego uczynić złudzenie, krainę nie rzeczywistą. Jakąś nirwanę. Można uczynić z własnego życia duchowego przyczynek do tworzenia własnego P.R-u. Można na duchowości robić karierę.

To jest owa kraina ułudy. Kraina w którą ochoczo zapędza nas wróg naszego zbawienia.

Prawdziwość doświadczenia wewnętrznego charakteryzuje się tym, że upraszcza ono całe „środowisko” życia dotkniętego nim człowieka. Człowiek, który wchodzi w prawdziwe życie duchowe, a nie w własne wizje duchowości będzie coraz bardziej otwarty na stratę.

Autor listu do Hebrajczyków pisze: „Zrzuciwszy z siebie wszystko, co krępuje swobodę ruchów(…)biegnijmy wytrwale, do czekającej nas walki”( Hbr 12,1b).

Życie duchowe to nie chillout! Życie duchowe to zmaganie, za sobą samym w pierwszej kolejności.

Doświadczyłam niedawno III tygodnia Ćwiczeń Duchowych, św. Ignacego Loyoli. Podejmowana jest na nich tematyka męki i śmierci Chrystusa. Pośród rozlicznych doświadczeń, które w tym czasie były moim udziałem, wyszłam z tych rekolekcji z mocnym przekonaniem, że na Krzyżu Jezus dał mi nowe życie. Niby to banał, oczywistość. Jednak w tym doświadczeniu nowego życia jest ukryty i oścień. Stary człowiek, z jego pogaństwem ciągnący się za mną niczym cień.


By wejść do świątyni wewnętrznej, by rozpocząć autentyczne życie łaski trzeba „zrzucić z siebie to co krępuje ruchy”. Zrzucić z siebie chore wyobrażenie o sobie samym i o tym, jak powinna wyglądać moja duchowość.

Komentarze

  1. Po przeczytaniu tekstu ukazał mi się obraz gościa, który wspina się po drabinie z plecakiem i na każdym kolejnym szczeblu coś tam wyrzuca. Na ostatnim staje z pustymi rękoma. Teraz uwolniony od zbędnego balastu może wreszcie odetchnąć pełną piersią. Domyślam się, że pozostało mu jeszcze prosić, jeśli nie wręcz błagać o "kroplę oliwy", o życiodajną kroplę łaski...

    OdpowiedzUsuń
  2. Sobota między śmiercią Chrystusa a Jego zmartwychstaniem to dzień świąteczny, dzień odpoczynku, zabawy. Problem został wyparty i jest ulga. Taki chillout. Tak. Stracić tę ulgę, duchem poczuć to, co w ten dzień przeżywała Maryja, gdy Golgota pulsuje w pamięci, ale krwiobieg żyje nadzieją zmartwychwstania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama dobrze wiem, że chęć "zepchnięcia" tematu "nieobecności" Jezusa - Jego bycia w grobie dotyka nas żywo. Może trzeba się uchwycić owego "krwiobiegu nadziei"...

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Boska latarka i noc zmysłów.

Przyszła pora na obalenie kolejnego mitu. Jest nim mit ciała. Jest to w dodatku mój osobisty mit, bo często –chyba zbyt często na tym blogu pisałam o ciele trochę zbyt nowocześnie. Nie ujmując niczego godności jaką posiada ludzkie ciało, która to godność jest wielka, bo przecież w ciele zmartwychwstaniemy, trzeba popatrzeć na ciało też od tej drugiej, równie prawdziwej strony.
To właśnie cielesność jest w nas powodem nieuporządkowania, to od niej zaczyna się walka o duszę. Nie można zaczynać książki od ostatniej strony, tak samo, nie można praktykować modlitwy wewnętrznej bez pracy duchowej, która jest uporządkowana.
Przez to, że nasze ciało jest mieszkaniem zmysłów, walka zaczyna się właśnie od zmysłowości. By zbudować człowieka wewnętrznego, należy zacząć od uporządkowania sfery zmysłowej. Dlatego też pierwszym oczyszczeniem na drodze do kontemplacji jest według mistrzów duchowych oczyszczenie zmysłów, nazywane czasem „nocą zmysłów”.
Bóg, chcąc zanurzyć duszę ludzką w sobie, prowadzi…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.