Przejdź do głównej zawartości

Zarządzanie czasem a życie duchowe.

Ozdobniki i iluzja w życiu duchowym to pokusa, z którą spotyka się chyba każdy, kto na serio chce iść w głąb siebie. Kiedy stworzę sobie świat, który będzie wyglądał tak, jak w moim mniemaniu świat człowieka wiary wyglądać powinien, wówczas poczuję się bezpiecznie. Tylko…zupełnie nie o to chodzi.

Można ustawić sobie życie duchowe „na wysoki połysk”. Pracować nad sobą, robić regularne rewizje życie, spisywać skrupulatnie listę zadań na następny dzień. Można…i trzeba. Pozostaje jednak proste pytanie…-dla kogo? czego? .

Życie duchowe nie może prowadzić do płytkiego samozadowolenia z siebie, że odrobiło się zadaną lekcję na 5.

By naprawdę odpowiedzialnie podejść do pracy nad sobą, potrzebne jest najpierw doświadczenie prawdy o tym, co dzieje się w głębi mojej duszy. Czego oczekuje Bóg? Czy On ma jakieś oczekiwania? Czy nie przerzucam na Niego własnego idealnego „ja”? Czy zamiast się modlić nie dążę do jakiegoś rodzaju duchowej samorealizacji?

Bo przecież, to oczywiste, że w momencie, gdy postawię sobie 7 celów do osiągnięcia na następny dzień i zrealizuję choć 5 z nich…poczuję satysfakcję. Na tym opiera się mentalność tego świata, tego uczy się ludzi na coraz bardziej dziś modnych szkołach zarządzania czasem…Bo przecież czas to pieniądz.

Mówi się nam, że mamy być panami swego czasu. Czy jednak nie kryje się za tym jakiś subtelny odcień herezji?

Bóg cieszy się każdym moim spotkaniem, na które przychodzę. On zawsze czeka na umówionym miejscu, i nie ma dla Niego pory, jest zawsze.

Autentyczna relacja z Bogiem wypływa z głodu spotkania z Nim. Ten głód jest noszoną w sercu tęsknotą za Nim-Osobą.


Praca nad sobą jest ważna…Bardzo! Trzeba jednak pamiętać, że tu nie chodzi o poczucie psychicznego komfortu i płytkiej samorealizacji –gdzie mówię  „Jest! Zdołałam medytować dziś dwa razy dziennie i zrealizowałam grafik dnia, - jestem z siebie dumna”. Owszem, Bóg pozwala nam czuć satysfakcję z powodu poczucia że coraz mocniej posiadam swoje życie. Nie po to jednak by czuć samozadowolenie, lecz by uczynić z tego życia dar dla innych. 

Komentarze

  1. Heh miałam ostatnio takie same przemyślenia :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspanialy dar siostra z siebie uczynila. Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst. Dziękuję. Sama nie jeden raz łapię się na tym, jak ciężko pracuję dla swojej chwały, zadowolenia, a to powinno być tylko skutkiem ubocznym życia dla Boga, a nie celem samym w sobie. Proszę o krótkie wspomnienie przed Panem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Boska latarka i noc zmysłów.

Przyszła pora na obalenie kolejnego mitu. Jest nim mit ciała. Jest to w dodatku mój osobisty mit, bo często –chyba zbyt często na tym blogu pisałam o ciele trochę zbyt nowocześnie. Nie ujmując niczego godności jaką posiada ludzkie ciało, która to godność jest wielka, bo przecież w ciele zmartwychwstaniemy, trzeba popatrzeć na ciało też od tej drugiej, równie prawdziwej strony.
To właśnie cielesność jest w nas powodem nieuporządkowania, to od niej zaczyna się walka o duszę. Nie można zaczynać książki od ostatniej strony, tak samo, nie można praktykować modlitwy wewnętrznej bez pracy duchowej, która jest uporządkowana.
Przez to, że nasze ciało jest mieszkaniem zmysłów, walka zaczyna się właśnie od zmysłowości. By zbudować człowieka wewnętrznego, należy zacząć od uporządkowania sfery zmysłowej. Dlatego też pierwszym oczyszczeniem na drodze do kontemplacji jest według mistrzów duchowych oczyszczenie zmysłów, nazywane czasem „nocą zmysłów”.
Bóg, chcąc zanurzyć duszę ludzką w sobie, prowadzi…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.