Przejdź do głównej zawartości

Skrajność.

Popadam ze skrajności w skrajność-wiemJ

Po miesiącu nic nie pisania, nagle piszę dzień po dniu. Ale wiecie…To ma dobrą wiadomość. Nie jestem jakoś mega związana z tym dziełem.

To znaczy…Nie zrozumcie mnie źle. Chodzi mi o to, że potrafię żyć bez pisania i nie sprawia mi problemu świadomość, że rzadko pisząc nigdy nie będę trendy.

To jest dla mnie ważne. Na świecie dosyć sporo jest narcyzów. Sporo ludzi mających „parcie na szkło”. W starciu z nimi, poczciwy introwertyk, którym jestem ma nikłe szanse.

W moim pisaniu drodzy, nie chodzi mi o ilość wyświetleń. Chodzi mi o jakąś niewidzialną, choć wyczuwalną przeze mnie wspólnotę dusz (Chrystusowych JJJ).

Dziękuję Wam, że od czasu do czasu macie potrzebę tu zajrzeć, że są tacy, którzy zaglądają regularnie. To dla was „trzódko mała” tu w tych Internetach jestem. Jeśli komuś daję coś wartościowego, to moja radość jest wielka.

Będę tu kochani razem z Wami, czasem częściej, czasem rzadzie,j ale będę. A Wy…czujcie się wolni. Dopóki czytanie moich tekstów coś Wam daje – chwała Panu. Kiedy przestanie Was to karmić szukajcie głębiej, dalej.

Ostatecznie chciałabym, byśmy wszyscy skończyli w niebie.

Amen.

Komentarze

  1. Ojej, niesamowite. Właśnie sobie myślę o statystykach mojego bloga (mizernych) i krystalizuje mi się pomału pewna refleksja, a tu siostra mnie ubiega z tematem. Teraz wyjdzie na to, że ściągam ;)
    Może faktycznie powiewa tu i tam jeden Duch? I ta "wspólnota dusz" jest bardziej realna niż mi się wydaje...

    OdpowiedzUsuń
  2. "ze skrajności w skrajność" ... https://www.youtube.com/watch?v=CCH3dZ3sYA8

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…