Wycieram nosy cudzym dzieciom

Czasem obserwuję ludzi potwornie znudzonych. Ludzi, którzy szukają w życiu jakiegoś rodzaju samozadowolenia. Są niezmiernie nieszczęśliwi, narzekający, niespełnieni i zgorzkniali.

Nie oceniam ich głębiej poza tym co widzę.

Powiem więcej, nawet ich rozumiem. Znam to z własnego doświadczenia. Istnieje bowiem taki rodzaj nie wiary w siebie, który wpędza w chorą gonitwę za nic nie robieniem.

Szczerze jednak powiem...Nie ma chyba większej tragedii, niż zostać Kiepskim, z pilotem i browarkiem w ręku. Człowiekiem,którego świat zawęził się na nim samym. Na poczuciu najedzenia i świadomości posiadania w lodówce jeszcze kilku "browarków".

Czasem myślę o własnych "browarkach" o tym, co to w moim życiu jest? Co to są za przestrzenie, przyzwyczajenia, zachowania, rzeczy, które dają mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Co jest moją "lodówką"?

Chrześcijaństwo nie może być chill outem...Kontemplacja to nie odpływ w nirwanę,   nie płytkie samooświecenie. Dlatego też nie zgodzę się nigdy z tym, że religie bliskiego wschodu mają nam coś do zaoferowania, bo choć w istocie, tkwi w nich "ziarno prawdy", sprowadzają się często do odkrycia własnego bóstwa, do jakiegoś rodzaju nadczłowieczeństwa. Do bałwochwalstwa.

Jezus to człowiek niezwykle zaangażowany i twórczy. Człowiek żywo zainteresowany drugą osobą i światem w którym żyje. Z drugiej strony, Jezus, jak widzimy w Ewangelii, to człowiek zdystansowany, jakby z "innego świata". Jezus robił swoje!

Kluczowe jest robienie swojego, w życiu. Oznacza to takie zainteresowanie światem, które wypływa z głębokiej świadomości siebie i własnej misji.

Kiedy wiem kim jestem, do czego jestem posłana, wówczas mogę robić swoje. Bez urojeń wielkościowych na własny temat, zaangażować się istotnie w potrzeby świata, który widzę najbliżej siebie. To takie drobiazgi, jak to, by podać komuś chusteczkę gdy widzisz, że leci mu z nosa a sam jej nie posiada.

Banały...Ale życie i jego najgłębsza warstwa, często opiera się na drobiazgach i banałach.  Może właśnie dlatego Jezus mówi o wierności w małych rzeczach. O wartości dostrzegania spraw prozaicznych.

Powiedzcie sami...Czy zaufalibyście politykowi, który z mównicy grzmi o niedoli tego świata i potrzebie ratowania go,podczas, gdy przypadkiem zobaczylibyście, że nie potrafi otrzeć łzy z oczu przypadkiem napotkanego dziecka?

Najważniejsze sprawy są najbliżej nas.




Komentarze

  1. Jeśli w religiach Wschodu tkwi "ziarno prawdy" to jest nim to samo ziarno gorczyczne, o którym mówi Jezus w przypowieści. Uważam, że religie Wschodu mają nam wiele do zaoferowania, to przede wszystkim odwaga introspekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Tobą, myślę, że Bóg jest ponad ludzkimi podziałami religijnymi
      my tak chcemy go czasem zaszufladkować

      Usuń
    2. Zgoda buduje, albo może inaczej: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20)

      Usuń
    3. Zgoda buduje pojednanie, a imię JHS to przecież Pojednanie, które buduje wspólnotę Kościoła, żyć w Chrystusie oznacza żyć w pojednaniu...

      Usuń
    4. A dlaczego szufladkujemy? Myślę, że chcemy oswoić to, co nas przekracza, co napawa niepokojem...

      Usuń
  2. Kiepski, lodówka i browarki to dobry punkt wyjścia do introspekcji. Kiepski może symbolizować przeciętność każdego z nas, czyli tą wygodną strukturę przetrwania we wrogim świecie, którą każdy z nas ma obcykaną, kłamstwa, półprawdy, samooszukiwanie się. Lodówka jest pełna zamrożonych ideałów, to brak kontaktu z rzeczywistością, z prawdą o sobie. Browarki to chory sposób radzenia sobie z sytuacją jakiegoś braku, także braku głębi, to obrona przed widmem majaczącej w ciemnościach rozpaczy.

    Bywają ludzie, może to nawet my sami, którzy zachowują się niczym w stanie hibernacji, nic do niech nie dociera, żyją w swoim hermetycznym świecie "lodówki" i "browarków" i nie chcą zobaczyć, że rzeczywistość jest ważniejsza od ich idealnym wyobrażeń, że zderzenie z ziemią bywa terapeutyczne. Myślę, że rozwój to bardzo rzadko dobrowolna decyzja, znacznie częściej jesteśmy do niego przymuszani przez okoliczności, innych ludzi, słowem przez samego Pana Boga, który jest Jeden, tak dla chrześcijan jak i buddystów. Czy może by być w ogóle inaczej? Tak, gdy przyjmiemy, że myśmy to naród wybrany...


    *Zastanawiam się też na marginesie, zdradzając nieco swoje myśli, jak tu sprowokować Siostrę do spontanicznych odpowiedzi, które uwielbiam!

    "Najważniejsze sprawy są najbliżej nas", w środku, w głębi tuż obok;
    pozdrawiam.../p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może spontaniczność i powściągliwość to dwie połówki tego samego jabłka, jak dwóch synów jednego Ojca, "pewnego człowieka"? (Mt 21,28-32)

      Usuń
  3. najważniejsze sprawy są najbliżej nas
    ciekawe porównanie do kiepskich i browarków
    podoba mi się i daje do myślenia
    jednak porównanie do Pana Paźdźocha to byłoby ciekawe

    OdpowiedzUsuń
  4. zdjęcia masz tu Siostro przepiękne

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że trzeba tutaj rozróżnić religie w swej istocie, od ich niedoskonałych przejawów tzn. wyznawców, wśród których nie brakuje zarówno "bufonów" jak i tych "normalnych". Przyzna Siostra, że nie każdy wśród buddystów jest Dalajlamą i nie każdy wśród chrześcijan jest Franciszkiem. Każdy z nas znajduje się na jakimś etapie drogi, o którym wie tylko Bóg, nasze etykietki są tymczasowe, jesteśmy w drodze...
    https://www.youtube.com/watch?v=mxzwc01Qg2I&vl=pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Fot. rzeczywiście przeurocza fotka :) koty, to ponoć mistrzowie kontemplacji, od których możemy się uczyć tej jakże ważnej sztuki patrzenia, by widzieć "niewidoczne dla oczu".


    "Miłość to patrzeć razem w tym samym kierunku."

    OdpowiedzUsuń
  7. "Wycieram nosy cudzym dzieciom" - jeśli Siostra wykonuje tę czynność delikatnie i z uśmiechem, to ja chciałbym być tym dzieckiem, to nic, że cudzym :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem łatwiej komuś utrzeć nosa z miłością, niż zdobyć się na wyjście ze swej skorupy... oczywiście, w spontanicznym odruchu! Wiem coś o tym, powstała by "rysa na szkle" na obrazie i co wtedy? Nic, Maryja już taką ma i się nie przejmuje, chociaż z drugiej strony, patrzy Jej z oczu troska...

    OdpowiedzUsuń
  9. "Rysa na szkle", na idealnie gładkiej powierzchni, na nienagannym portrecie kontemplatyka, szrama na policzku Pani Jasnogórskiej są potrzebne, aby światło troskliwego spojrzenia Boga mogło dotykać i przenikać to, co w nas ludzkie, a więc nieuleczalnie chore.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Poszukiwanie własnej wartości.

Jezus wybrał bydle.

Gdzie jest dusza?