Cudowne Galapagos duszy.

Są  takie wyspy na Oceanie Spokojnym...wydaje się, że wyspy pozbawione lęku. Zwierzęta, żyjące tam nie boją się podchodzących do nich ludzi, są zaskakująco ufne.Większość zamieszkałych tam gatunków roślin i zwierząt objętych jest ochroną, duża część zagrożona jest wyginięciem i nie występuje nigdzie indziej.  Wszystko dzięki temu, że Galapagos (bo o te wyspy chodzi), przez miliony lat były wyspami bezludnymi. Pierwszy osadnik przybył tam dopiero w 1807r. Jak nie trudno się domyślić, za nim podążyli następni doprowadzając do kolonizacji wysp.

Galapagos na szczęście nie utraciły swej dziewiczej ufności. Przyroda, która tam występuje jest w dużej mierze pozbawiona lęku. Nie mógł się z tym pogodzić Karol Darwin, który badając wyspy, jeszcze przed spisaniem teorii ewolucji usilnie próbował przestraszyć i zniechęcić do siebie pewnego Galapadzkiego Legwana, którym rzucał z impetem do oceanu, po czym ze zdumieniem stwierdzał, że ten ufnie wracał pod jego stopy, by kontynuować spokojny wypoczynek w upatrzonym miejscu.

Czytając o tych wyspach doznałam swego rodzaju zdumienia. Pojawiła się refleksja o tym, dlaczego zwierzęta uciekają przed człowiekiem i traktują nas jako zagrożenie. W istocie jesteśmy w przyrodzie największym ich zagrożeniem...Niestety jesteśmy nim również dla siebie nawzajem...

A przecież pierwotnie człowiek się nie bał. Lęk jest wyuczony, jest wpisany w nas i w przyrodę. Trochę jak tatuaż na naszym DNA. I choć niesie on z sobą cenną informację o zagrożeniu, jest też powodem licznych nerwic, niedomówień miedzy ludźmi a nawet poważnych przestępstw.Nadmierny lęk niesie ze sobą liczne toksyczne substancje, które prowadzą do choroby.

Każdy z nas wielokrotnie tęskni za "Oceanem Spokojnym" i wyspami Galapagos. Takim miejscem w nas, gdzie panuje pokój, gdzie można ufać i nie czuć zagrożenia. Miejscem, gdzie czujemy się integralną częścią całości.

To miejsce trzeba odnaleźć we własnym wnętrzu. Ojcowie pustyni nazywali to HEZYCHIĄ, stanem pokoju i równowagi. I zdaje się, że każde pokolenie ludzkości, głęboko tęskni za tym miejscem. Często, stan ten kojarzy się z życiem mniszym, kontemplacyjnym...Jest to słuszne, bo to właśnie prosta modlitwa uspokaja wnętrze. Prosta, czyli wcale nie wyszukana w formach, postawach, metodach. Czasem oparta na wdychaniu i wydechaniu imienia "Jezus".

Błogosławieństwo związane z tą modlitwą polega na jej nieskomplikowaniu i na tym, że jest ona niejako cała skupiona na Bogu. Tu nic nie przeszkadza. Ciało uproszczone jest do jednej postawy, prostej (dosłownie, bo chodzi o proste plecy), do bezruchu, który sprawia, że modląc się tak doświadczasz swego rodzaju obumierania. I wcale to nie znaczy, że cię nic nie boli.Przeciwnie, w tym rodzaju modlitwy chodzi o to, by odsunąć swe "ciało z jego pożądliwościami". Niektórzy mówią nawet o tym, by nie drapać swędzącego cię na modlitwie miejsca, by nie wybijać duszy. Zmysły nas wybijają, wyciągają z duszy.

Taka prosta modlitwa obecności, jest też w moim odczuciu modlitwą zaufania. By w to wejść, trzeba zostawić lęk i zabezpieczenia. Dopóki trzymamy się w modlitwie, utartych schematów rozmyślania, spekulacji, egzegezy, ciągle jesteśmy jeszcze w sferze komfortu. Prostota modlitwy obecności polega na pozostawieniu lęku i wejściu w ocean spokojny naszej duszy. Smakowanie wewnętrznego spokoju, który mieszka w nas jest jak wycieczka na Galapagos. Otwieramy oczy na zupełnie inny świat duchowych przestrzeni.











Komentarze

  1. Dziękuję �� Muszę spróbować takiej formy modlitwy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jeden świadomy oddech jest wszystkim... sprawia że wracamy do siebie, do matecznika duszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Być może diabeł to personifikacja naszego lęku, niemniej jednak nie należy tej sfery naszego doświadczenia pod żadnym pozorem lekceważyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. https://youtu.be/MNyLeQBwrxE

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Jezus wybrał bydle.

Gdzie jest dusza?

poemat nie do końca.