Jezus wybrał bydle.

Pobił mnie mocno grzech. I jak to z grzechem bywa zostawił przy drodze, na wpół żywą w samotności i smutku. To jest kondycja każdego z nas...Mijają nas ludzie, kapłani i lewici i nie widzą naszego tragicznego stanu.

My też mijamy innych, ledwo żywych nieszczęśników nie widząc ich agonalnego położenia. Bo ta agonia odbywa się gdzieś w głębi duszy.

Taki smutny byłby obraz człowieka po grzechu  gdyby nie to, że jest Ktoś, kto się zatrzymał w swojej pielgrzymce nad naszym nieszczęściem. Zsiadł z bydlęcia, wyjął wino i oliwę delikatnie odkażając ranę. 

Przyznam...obraz ten roztkliwia mnie do głębi.  Okazuje się że Jezus jest tak nieskończenie zatroskany o moją grzeszną kondycję. Schodzi w dół ( znak uniżenia i przybrania ludzkiej natury) i daje mi lek najcenniejszy- wino ( symbol Eucharystii ). 

Eucharystia staje się lekarstwem które zabija zarazki zła..Ona leczy moje grzechowe rany. Lecz ten Boski Pielgrzym nie tylko chce zdezynfekować moje zadrapania, lecz ma w zanadrzu jeszcze olej ( symbol Ducha Świętego). Ten olej jest balsamem dającym pociechę, jest jak łagodna delikatna maść - kompres ulgi. Bo tym co przynosi Duch Święty jest głębokie pocieszenie i ulga...Poczucie, że jest ze mną Miłująca Obecność, że nie jestem sama. Jest to ulga z tego powodu, że grzech nie ma ostatniego słowa, takie głębokie Ufffff.....wytchnienie i odpocznienie.

Po co jednak temu Pielgrzymowi bydle? Dlaczego nie zabrał konia, wielbłąda, czegoś bardziej dostojnego? Czemu bydle?

Takie pytanie, stawiają Ci, których nazywamy antyklerykałami. Bydle to jest bowiem obrazem Kościoła, który jest poraniony, nie najszlachetniejszy w swym zewnętrznym obrazie. Jezus jednak wybrał właśnie to bydle, by zabrać nas do domu Ojca. Do domu!

Czy bydle ładnie pachnie? Czy jest wygodnym środkiem transportu? 
-wątpię.
Jednak właśnie ono zostało wybrane...zresztą, wiem, jako człowiek Kościoła, że nie można czasem powiedzieć o mnie nic najszlachetniejszego i że to bydle jest doskonałym obrazem. Bóg wybiera mnie taką....mało dostojną.

Pociesza mnie i uwalnia świadomość, że to nie ja wkładam ludzi na bydle. Robi to sam Jezus. Problem w tym, że są tacy, którzy nie pozwalają się na owo bydle włożyć. To ludzie, którzy mówią "Jezus tak, Kościół nie".

Jezus jednak zmierza do domu Ojca własnie na bydlęciu Kościoła...

Warto dać się na nie  włożyć,bo w gospodzie Jezus powie Ojcu, że zapłacił za nas...Że mamy czyste konto, że dług został spłacony...











Komentarze

  1. Mocne! Prawdę mówiąc, rozśmieszyła mnie Siostra do łez tym porównaniem (uważam, że śmiech jest oczyszczający), bo gdzież tam Siostrze do bydlęcia, ja już prędzej , a że Kościół jest taki, to już chyba lekka przesada? Choć właśnie w tej chwili przypomniało mi o wiele mocniejsze stwierdzenie św. Augustyna, które onegdaj mnie powaliło. Pozwolę sobie je przytoczyć: "Kościół to dziwka, ale ona jest twoją matką" - prawda, że porażające!?! Mam nawet wątpliwości, czy cenzura to puści?
    Pozdrawiam :)@piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam balsam w postaci piosenki ;) https://youtu.be/rIwTVghmUs4

    OdpowiedzUsuń
  3. Przebaczenie własnej matce, to jest naprawdę duża sprawa, bo jednocześnie w tym procesie, przebaczam samemu sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, bez Matki Bożej to zadanie prawie niemożliwe, musi być ktoś, kto się będzie za nas modlił... Myślę, że to przebaczenie to nie akt jednorazowy, lecz stale ponawiany. Dlatego właśnie św. Monika tak wytrwale się modliła za swojego syna Augustyna

      Usuń
    2. Nie chcę przez to powiedzieć, ze św. Monika od razu była święta, myślę że problem dotyczył ich obojga, ich wzajemnej relacji od początku/poczęcia/ aż do końca...

      Usuń
    3. Słyszałem nawet opinię, że "świętość oczyszcza się w kontakcie z grzechem". Hmm... tu chyba znajdziemy odpowiedź na pytanie, dlaczego Jezus wybrał bydle :)

      Usuń
  4. Zauważyłem, że w zestawieniu przeciwieństw tkwi coś inspirującego, w pewnych okolicznościach może wywołać śmiech, a innym razem zadziwienie, nie wykluczam także innych dziwnych reakcji. Przypomniał mi się triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy na ośle (czyt. bydlęciu). Tłumy wiwatowały w radosnym uniesieniu na cześć Króla nie z tej ziemi, by już za kilka dni w podobnym amoku domagać się Jego ukrzyżowania...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Gdzie jest dusza?

poemat nie do końca.