Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Co Sylwia napisała mi o minionym adwanicie :)

Obraz
Dziś świadectwo Sylwii na temat minionego adwentu ubrane w szatę refleksji literackiej: ,,Dokąd idę przez wypaloną ciemność”- pisze w swoim wierszu Marta Tomaszewska. Nie ma słów na opisanie ciemności. Ktoś powiedział, że ciemność nie jest brakiem światła a jedynie jego inną formą. A może, idąc za Tomaszewską, ciemność jest stanem ugaszonego światła, następstwem jego wypalenia? Czyli ciemność jest poprzedzona jasnością? Kiedy zgasimy światło w pokoju to na początku wydaje nam się, że nic nie widzimy, jednak po jakimś czasie nasze oczy przyzwyczają się do ciemności i jesteśmy w stanie rozpoznać pewne kontury, szkice, zarysy. Do ich dostrzeżenia potrzebne jest choćby najmniejsze, wydaje się, niewidoczne światło. Tak czasem jest, że idziemy po omacku, że trzeba tak iść, chwytając się tych konturów, zarysów. Ciemność nie jest mrokiem i pustką, w których nie widać nic, ale to stan w którym dostrzegamy światełko już z bardzo daleka. Jesteśmy na nie wyczuleni i gdzieś we wnętrzu si

Spróchniały Dziad i opóźniona mądrość ( cz IV )

Obraz
Tamto spotkanie z sobą samym dało Spróchniałemu Dziadowi wiele do myślenia, przede wszystkim nie wiadomo z jakiej przyczyny przypomniało się mu o tym co powiedział do niego jego ojciec zanim otworzył bramy Królestwa Oaz. Mówił mu: „ Synu, cała mądrość jaką pragnę Ci przekazać ukrywa się w krótkiej sentencji, tak krótkiej byś mógł ją dobrze zapamiętać;- sztuką życia jest umiejętność pozostawania dwa kroki do tyłu”. Teraz Spróchniały rozmyślał nad tym, że właściwie nigdy nie zrozumiał sensu tych słów, były przecież tak nie współczesne. Większość życia spędził na gonitwie za władzą, sukcesem i pieniędzmi. Pozostawanie w tej kwestii dwa kroki do tyłu równa się przegranej. Gdy grasz na giełdzie musisz wręcz być przewidującym dwa kroki do przodu, bycie do tyłu oznacza porażkę. Stojąc jednak w Bramie tego samego Królestwa, spotkawszy już się z wewnętrznym i zapomnianym dzieckiem, jakby zaczynał rozumieć. Ten tylko pozostaje w kontakcie ze sobą, kto nie utracił więzi z mieszkającym w nim

Dziadowskie oczy (cz III)

Obraz
Patrząc w wnętrze sadzawki nagle Spróchniały Dziad dojrzał  w jej tafli coś co go zdumiało, z delikatnych fal, powoli wyłaniał się portret, który dobrze znał. Do głowy przyszły mu słowa Jezusa „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie możecie wejść do Królestwa niebieskiego”, teraz stał twarzą w twarz ze swoim dziecięcym obliczem. Twarz małego chłopca o czarnych oczach i kręconych włosach przywoływała na myśl jakąś pierwotną niewinność, którą każde dziecko w sobie nosi. W tych oczach był właściwie jeden zasadniczy element, który odróżniał je od tych, które zwykł co rano spotykać w lustrze, oczy dzieciaka były pełne ufności. Jakby chciały powiedzieć „wiem że tam wejdę”. Dziecko ma to do siebie, że wierzy w to, że niebo jest jego, jest mu przeznaczone. Spróchniały nie mógł oderwać oczu od ślicznego dziecka, którym sam był…I nie dowierzał, że wędrówka tak bardzo mogła go odmienić…W oczach niektórych staruszków widać tę dziecięcą rysę-jakieś głębokie pogodzenie z życ

Dziad i oczy Oblubienicy (cz II)

Obraz
Czy można zmienić coś, co wrosło w człowieka tak głęboko, że zmieniło jego wewnętrzną strukturę? I czy próchno może na powrót stać się zdrowym drzewem? Jezus w jednej za swoich przypowieści powiedział, że każda latorośl która nie wydaje w Nim owocu zostanie odcięta i wrzucona w ogień.   Czy moje próchno-myślał Spróchniały Dziad zdolne jest do wydania owoców? Raczej jeżeli nawet je wyda, nie będą one zdrowe, a takie na cóż komu? Jednakowoż to właśnie ta myśl świadczyła, że jaszcze nie do końca spróchniał i że w najtajniejszym wnętrzu jego serce zachowało jeszcze życiodajną płodność, która sprawiała, że zapragnął wydać coś z siebie…Widziałem jak tamtego wieczoru dotarł do sanktuarium siebie samego. Do tego miejsca które w nim zabezpieczyłem namaściwszy olejem i pokropiwszy go wodą znad Morza Czerwonego, którą moi kapłani dobywają co Paschę. Miejsce to było więc dla owego człowieka niczym oaza, do której wchodząc musiał zanurzyć dłonie w sadzawkach, które zwykły oczekiwać strudzonych

Spróchniały Dziad towarzyszem naszego adwentu.(CzI)

Obraz
Jego serce było jak spróchniały pniak, przynajmniej tak sam o nim mówił. Czuł, że trawi go jakieś wewnętrzne robactwo, coś co nie pozwala być w pełni sobą. Nie było mu z tym dobrze. W rzeczywistości życie jest nieustannym, stopniowym traceniem- myślał, nie zachowasz do końca tego pięknego pragnienia młodości, które zdecydowało( bądź nie) o tym kim teraz jesteś. Ten ktoś kim jesteś jest bowiem kimś, kto wykoleił swe marzenia…każdy…-myślał dalej, bez wyjątku chce dobra, a jednak potrafią wytrwać w nim jedynie święci. Wyrzucał  to sobie Spróchniały Dziad, jak sam o sobie myślał. W gruncie rzeczy, właśnie to, że miał tak skonstruowany sposób myślenia było powodem jego rozpaczy. Jak wiele zależy od tego w jaki sposób myślisz…Jak wiele…A Bóg? Czy On myśli? Czy  może tylko mówi odwieczne stwarzające wszystko Słowo? Czy ten, który wie wszystko…Czy On potrzebuje się zastanawiać? Czy może myśli jedynie w Synu, którego stworzył, a który przecież jest obrazem tego kim  my wszyscy jesteśmy. Cz